Zwiedzamy Polskę: Sanok, Bieszczadzki Park Narodowy, Jezioro Solińskie – Podróż poślubna cz. 2

Z Lublina (o pobycie tam pisałam w pierwszej części) wyruszyliśmy do Sanoka. Podróż była dość męcząca ze względu na upał. Było tak gorąco, że ciągle brakowało nam wody do picia. Jednak nie poddaliśmy się i późnym wieczorem dotarliśmy na miejsce. Podjechaliśmy na chwilę do Zajazdu Sanockiego zostawić bagaże, a następnie wybraliśmy się na nocy spacer po starym mieście. O przepraszam! Zanim tam dotarliśmy, błądziliśmy po okolicach Sanoka szukając domu znajomej, którą obiecaliśmy przy okazji odwiedzić.

Pomimo zmęczenia, nocny spacer po Sanoku należał do udanych. Przyjemnie chodziło się po uliczkach tego miasteczka. Cisza, spokój, praktycznie zero ludzi. Kompletnie co innego niż w Warszawie. I chociaż jednak wolę rytm życia w stolicy, to wówczas była potrzeba mi taka odskocznia od ukochanego warszawskiego gwaru.

W Sanoku mieliśmy w planach spędzić tylko jedną noc, dlatego rano, po pysznym śniadaniu, zebraliśmy wszystkie nasze rzeczy i ruszyliśmy dalej. Przed wyjazdem pojechaliśmy jeszcze raz pozwiedzać trochę miasto i skoczyć na obiad do jakiejś restauracji. Wybór padł na Xavito, która przyciągnęła nas do siebie przede wszystkim wystrojem wnętrza. Okazało się, że jedzenie również było pyszne – tak bardzo, że nawet nie zrobiliśmy tam praktycznie żadnych zdjęć. Tak naprawdę to tylko… drinka, który swoją drogą także był naprawdę dobry. Chociaż nie przebił wybranego przeze mnie grillowanego filetu drobiowego po hawajsku, który idealnie trafił w moje kubki smakowe.

Do Sanoka na pewno jeszcze powrócę, ponieważ na miejscu dowiedziałam się o istnieniu Galerii Zdzisława Beksińskiego w Muzeum Historycznym. Niestety nie udało się nam tam dotrzeć przed jego zamknięciem. Głęboko nad tym ubolewałam, jako że Zdzisław Beksiński to mój ulubiony malarz. Ale to urokliwe miasto, więc z przyjemnością jeszcze raz się tam wybiorę.

Kolejnym punktem naszej podróży był Bieszczadzki Park Narodowy. Tyle się słyszy o rzuceniu wszystkiego i wyjechaniu w Bieszczady, że chcieliśmy poczuć chociaż namiastkę tego miejsca. Niestety zrobiliśmy ogromny błąd nie zdobywając wcześniej dokładniejszych informacji gdzie i z której strony najlepiej tam pojechać. Przez to sam dojazd nie należał do najprzyjemniejszych, a to co zobaczyliśmy nie do końca spełniło nasze oczekiwania. Było naprawdę pięknie, ale jednak spodziewaliśmy się czegoś więcej. Ale może to znak, żeby wybrać się w Bieszczady jeszcze raz i na dłużej?;)

Chociaż mieliśmy okazję do podziwiania żubrów i takich naprawdę BIG motyli. Inne zwierzęta się pochowały, ale otaczająca nas zielona natura również zasługiwała na zachwyt. Roślinność, dzięki której nasze oczy odpoczywały. Czyste powietrze, które aż chciało się wdychać. Czasami do szczęścia nie potrzeba aż tak wiele.;)

Spacerując po tym rajskim miejscu, zapomnieliśmy o negatywnych emocjach jakie wywoływała wąska, a do tego dziurawa jak ser szwajcarski droga. Miałam wrażenie, że nawet sitko nie ma tyle dziurek!;D Zaczęliśmy wspominać ją ze śmiechem, że u nas podróż nie może obejść się bez żadnych przygód i przeszkód. Potwierdziło się to później w drodze powrotnej.;)

 

Przyznam się jeszcze, że trochę tam pobłądziliśmy, czego skutkiem był powrót asfaltówką w poszukiwaniu naszego samochodu. Nie był to łatwy powrót, bo po raz kolejny woda nam się skończyła i ciut nas suszyło. Ale coś za coś! Piękna pogoda cały czas trwała. Słońce towarzyszyło nam na każdym kroku, z czego bardzo się cieszyliśmy. Dodatkowo okazało się, że nie mamy nie tylko zasięgu, ale i połączenia z operatorem sieci, bo… przekroczyliśmy granicę Polski z Ukrainą. Tak więc po raz pierwszy podczas podróży poślubnej mogliśmy z Pawłem powiedzieć, że byliśmy za granicą.

Ale to nie koniec! Wracając okazało się, że mamy coś ciut mało paliwa… Przy zjazdach to jeszcze byliśmy spokojni – emocje opadały, ale rosły z każdą kolejną górką, która wydawała się coraz bardziej stroma. Serca stawały całej naszej trójce! Jakby jeszcze tego było mało, mojemu bratu od tej karuzeli telefon nie wytrzymał i padł. Całkowicie. Wszelkie reanimacje nie dawały pozytywnego rezultatu. Niestety to była jego ostatnia podróż. Próbowaliśmy ratować się tabletem, jednak on również nie chciał za bardzo współpracować. Co te Bieszczady robią z technologią to ja nie wiem!;D Na szczęście, mimo wszystko, cali i zdrowi dotarliśmy do stacji benzynowej.

Tak w ogóle to wiecie, że wówczas po raz pierwszy widziałam góry na własne oczy? Takie prawdziwe, namacalne – nie tylko na zdjęciach! Było to dla mnie ogromne przeżycie. Przez całą drogę samochodem zachwycałam się tymi pięknymi widokami! W jednym miejscu nawet się zatrzymaliśmy, żeby porobić trochę zdjęć. Jak teraz na nie patrzę, to mam ogromną ochotę tam wrócić. Zresztą jednym z moim celów noworocznych jest zdobycie w tym roku jakiegoś górskiego szczytu. Trzymajcie kciuki, żeby się udało!

Kolejnym miejscem, które zdecydowaliśmy się zobaczyć była Solina, a dokładniej Jezioro Solińskie. Po raz kolejny kluczyliśmy ciasnymi, a na dodatek krętymi drogami. Modliliśmy się, żeby nie nadjeżdżały żadne samochody z naprzeciwka, ponieważ na szerokość było miejsce tylko dla jednego samochodu. W końcu stwierdziliśmy, że starczy nam tej adrenalinki i zaparkowaliśmy w najbliższym możliwym miejscu. Okazało się, że czeka nas jeszcze spory kawałek do przejścia, jednak dzięki temu mogliśmy podziwiać znalezione po drodze fantastycznie wyglądające domki w Osadzie Wikingów.

Szczerze mówiąc, to chyba najpiękniejsze jezioro w Polsce jakie widziałam. Tak czystą wodę raczej rzadko spotyka się w naszych rejonach. Było już dość późno, więc racjonalną decyzją byłoby szybko opuścić to piękne miejsce i wyruszyć w stronę Zakopanego. Jednak tak bardzo nam się tam spodobało, że postanowiliśmy trochę zaszaleć. Wypożyczyliśmy rowerek wodny i ponad dwie godziny spędziliśmy na jeziorze. To była jedna z najlepszych decyzji jaką podjęliśmy w trakcie całej naszej podróży. Okrążyliśmy małą wyspę, która się tam znajdowała. Zobaczyliśmy zaporę wodną robiącą nadzwyczajne wrażenie. Pozdrawialiśmy się nawzajem z ludźmi, którzy nas mijali. Jedna dziewczyna z jachtu nawet podrywała mojego brata.;D Pobudzaliśmy sobie wyobraźnię wymyślając co przypominają nam wybrzeża. Przy jednym wszyscy byliśmy zgodni – zobaczyliśmy leżącego misia! W międzyczasie zamienialiśmy się miejscami z Pawłem, tak żebyśmy oboje trochę pokierowali rowerkiem. Jednym słowem było BAJECZNIE i NIESAMOWICIE POZYTYWNIE! Jednak czas coraz bardziej nas poganiał, więc musieliśmy wyruszyć w dalszą wyprawę w poszukiwaniu kolejnych przygód.;)

13 komentarzy Zwiedzamy Polskę: Sanok, Bieszczadzki Park Narodowy, Jezioro Solińskie – Podróż poślubna cz. 2

  1. też uwielbiam podróże! :)

    Auksztol

    04.18.2017

  2. W ubiegłym roku byłem w tamtych okolicach na kilkudniowej wyprawie rowerowej. Super miejsca.

    PrzemoTeam

    04.24.2017

    • Wow! To musiała być niesamowita wyprawa. Pojeździłabym tam na rowerze. :)

      Natasha

      04.24.2017

  3. Jeśli będziecie jeszcze w Sanoku to koniecznie zajrzyjcie do Galerii Beksińskiego. My spędziliśmy tam naprawdę dużo czasu, jest co oglądać. Same Bieszczady są magiczne! Może warto się wybrać jeszcze raz, żeby je odczarować. Pięknie jest jesienią, kiedy drzewa barwią się różnymi kolorami.

    Sylwia

    04.24.2017

    • Dziękuję za radę z tą jesienią. Planowałam wybrać się latem, ale teraz się zaczęłam wahać. :D A do Galerii Beksińskiego koniecznie muszę się wybrać. :)

      Natasha

      04.24.2017

  4. Nie bardzo rozumiem czego spodziewaliście się zobaczyć w Parku Narodowym i w czym byl problem w dojeździe? Park Narodowy jest tam, gdzie raczej nie można dojechać samochodem, objęte są nim najwyższe partie gór.

    Martynosia

    04.24.2017

    • Teraz jak dokładnie szukałam miejsca w którym się wtedy znajdowaliśmy okazało się, że nawet do Parku Narodowego tak naprawdę nie dotarliśmy. GPS poprowadził nas pod Zagrodę Pokazową Żubrów, ale nam pokazywało, że to właśnie już Bieszczadzki Park Narodowy. I tam tez poszliśmy, ale właśnie wiedzieliśmy ze Parkiem są objęte najwyższe partie gór i tam własnie w tamte rejony chcieliśmy dotrzeć. Jednak się nie udało. To wszystko tylko i wyłącznie nasza wina. Za słabo się przygotowaliśmy, kompletnie nie znamy tamtych terenów i nie wiedzieliśmy od której strony zajechać, żeby dotrzeć do zaplanowanego celu. Polegaliśmy tylko na GPS, który jak widać zawiódł. Druga sprawa, że przeznaczyliśmy na Park Narodowy za mało czasu, bo w innym przypadku byśmy zapytali kogoś o drogę. Jednak stwierdziliśmy, że się już nie opłaca i postanowiliśmy, że przyjedziemy tam innym razem – tym razem na dłużej i lepiej przygotowanym. :)

      Natasha

      04.24.2017

  5. Przepiękne miejsca. Polska ciągle mnie zachwyca. Koniecznie muszę się tam wybrać :)

    Ania W

    04.24.2017

  6. Dawno temu spędzałam każde wakacje w Bieszczadach :)

    No to fru

    06.22.2017

  7. Piękne zdjęcia, czuję się jak po spacerze tam ;)

    Karolina

    06.22.2017

  8. Fantastyczne zdjęcia! Naprawdę zachęcają do odwiedzenia Sanoka!

    IMOMO.pl

    06.22.2017

  9. Jadąc w Bieszczady mieliśmy Sanok w planach właśnie na nocne zdjęcia. Niestety czas nam się „trochę” skrócił i musieliśy to przełożyć. Zdecydowanie jednak musimy nadrobić. W ogóle musimy wrócić w Bieszczady i okolice, bo nam się już tęskni. :)

    Karola | Życie.Me

    06.22.2017

Skomentuj