Bezproblemowe wstawanie o 5 – to jest naprawdę możliwe!

_MG_4880_a

Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałabym, że będę kładła się przez 22, a wstawała o 5 rano. To było dla mnie nie do pomyślenia. Czasami potrafiłam nie przespać całej nocy, żeby potem wylegiwać się w łóżku do 15! Wcześniej wstawałam najczęściej tylko do szkoły. W momencie, gdy poznałam Pawła nie potrafiliśmy dogadać się tylko do jednego. On chciał się kłaść, ja chciałam jeszcze podbijać świat. A rano odwrotnie.  On zrywał się z łóżka, a ja sprawdzałam jak śpi się na drugim boku. Byłam w szoku jak można z własnej woli wstawać tak wcześnie! Przecież 7 rano do środek nocy!;)

 

Jednak z czasem zaczęłam się coraz bardziej przestawiać do trybu życia Pawła i zaczęło mi się to faktycznie podobać. Jak wiecie w maju ubiegłego roku podjęłam się wyzwania wczesnego wstawania. Moim celem była bezproblemowa pobudka o 6. Początkowo faktycznie mi się to nawet udało, pomijając ból serca za każdym razem kiedy musiałam opuszczać tak wcześnie łóżko.;) Ale potem było coraz gorzej. Pod koniec roku miałam problem, żeby wstawać nawet o 9! To ważne, że kładłam się specjalnie wcześniej, żeby nie mieć tego problemu… ale to nic nie dawało! W czym tkwił problem?

 

W nastawieniu. I w celu. A raczej jego braku.

 

Praca przestała mnie satysfakcjonować, męczyłam się w niej ja i mój kręgosłup. Męczyła mnie negatywne nastawienie ludzi, których tam spotykałam. Nie chodzi tu nawet o pracowników co o klientów, którzy bez powodu potrafią człowiekowi naprawdę zepsuć cały dzień.  To nie było dla mnie. Ja potrzebowałam w swoim otoczeniu radosnych, pozytywnych ludzi z pasją! I potrzebowałam pracy, do której będę lecieć jak na skrzydłach.

_MG_4911_a

I znalazłam taką na początku tego roku. To dzięki niej wszystko się zmieniło. Teraz kiedy jestem chora, naprawdę ubolewam, że nie mogę pojechać do pracy. A to dopiero drugi dzień! Bo weekendy mam zawsze wolne. I w tym tkwi mój sposób na wczesne wstawanie. Mam po co wstawać. Mam cel. Robię to co kocham. Spotykam ludzi, którzy zarażają uśmiechem. To osoby, które nie spojrzą na Ciebie krzywo, kiedy popełnisz błąd, a za to wskażą Ci prawidłową drogę! Takich ludzi kocham. Takich ludzi szanuję z całego serca. To otoczenie o jakim marzyłam. Naprawdę wiele zależy od osób, którymi się otaczamy. Bo o wiele łatwiej jest wstawać, kiedy masz świadomość, że Twoje dwie koleżanki o 5 to już są w pracy. Za to gorzej zwlec się z łóżka, kiedy od znajomych słyszymy, za każdym razem jak ciężko im wstawać rano, jak oni tego nie cierpią.

 

Któregoś poranka wysłałam koleżance pozytywną wiadomość na facebooku. Wiecie jak brzmiała jej odpowiedź? „Ola Ty brałaś coś? Jest 6 rano, a Ty masz dobry humor?”. Tak, miałam dobry humor. A moim narkotykiem jest szczęście, endorfiny, które pojawiają się kiedy robimy coś co sprawia nam przyjemność i satysfakcję. Tego dnia byłam przed budynkiem w którym pracuję już o 5:50. Nie było jeszcze recepcjonistki, więc stwierdziłam, że nie będę tracić czasu ani pięknej pogody. Poszłam na 20 minutowy spacer po pięknej i urokliwej dzielnicy Warszawy jakim jest Stary Żoliborz. Naładowałam się wtedy pozytywną energią na cały dzień. Zrozumiałam wówczas, że  bezproblemowe wstawanie o 5 – to jest naprawdę możliwe!

 

Kolejną motywacją dla mnie są… korki! O 6:15 na Trasie Toruńskiej zaczynają się już takie korki, że raz już jechałam do pracy godzinę zamiast 15 minut. Opcją jest dotarcie na pieszo do jednego z przystanków i tam dopiero przedostanie się na drugą stronę Wisły autobusem. To zajmuje ok. 30 minut.  Stwierdziłam jednak, że o wiele bardziej wolę wstawać wcześnie, o 6:30 być już w pracy, wyjść po 8 godzinach i wówczas chodzić na spacery, pobiegać, pouczyć się czy robić cokolwiek innego. Dlatego za każdym razem kiedy wstaję rano mam też świadomość, że jak nie wyrobię się na przystanek najpóźniej o 6 to będę stała w korkach. Ekstremalnym posunięciem był spacer na dalszy przystanek w deszczową pogodę, gdzie wichura była taka, że ledwo się trzymałam na chodniku.;) Ale dałam radę, a humor mnie nie opuścił. Może pomagała mi ta myśl, że w korku prawdopodobnie spędziłabym wtedy ponad 2 godziny.

 

Odkąd zmieniłam pracę jestem zupełnie innym człowiekiem. Pozytywne myślenie opuszcza mnie naprawdę rzadko, mam więcej czasu dla siebie, na swoje pasje, samorealizację i rozwój. Również w pracy cały czas się uczę, poznaję nowe rzeczy, pracuję nad swoją produktywnością. Uwielbiam to! Nie znoszę stać w miejscu. A czuję, że to dopiero początek, dopiero się rozpędzam…;)

 

Ps. W trakcie choroby, również budziłam się każdego dnia przed 6. Nawyk został wypracowany! Ale, że Paweł kazał mi jak najwięcej spać, aby zregenerować siły, to wstawałam kilka minut po… 8.;)

 

8 komentarzy

  1. To jest możliwe ale nie dla każdego – o 22 czasem wracam dopiero z pracy mimo że zaczynam ją o 8:00 i pracuję „tylko 8 godzin”, a nawet jeśli nie pracuję to uczę się albo czytam i nie wyobrażam sobie wstawania o 5:00…6:00 już prędzej a najlepiej 6:30 ;p i nic mi nie pomaga w tym że koleżanki są od 6 w pracy, zmiany mamy do 16 i 17 i do tej godziny muszą być w pracy mimo wczesnej godziny przyjścia.
    przez 5 lat wstawałam 5:30 żeby na 8 dojechać na uczelnie i nie chciałabym tego powtarzać never ever.

    calinka
  2. Dla mnie nadal to jest sensacja bo najlepiej mi się uczy tak między 20 a 24, potem jeszcze jest coś do zrobienia i zwykle kładę się przed 1. W tym semestrze będę musiała dwa razy wstać na ok. 7, w pozostałe dni planuję wstawać ok. 9. Myślę, że to optymalna pora dla mnie, akurat 8 godzin snu :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *