Chodź, pokażę ci kolor mego szczęścia

 „Chodź, pokażę ci kolor mego szczęścia
Dziś, pod palącym słońcem Śródmieścia.”

 

Nie powiem wam, kiedy tak bardzo pokochałam Warszawę. Te uczucie pojawiło się nagle, bez uprzedzenia. Jeszcze na początku liceum byłam pewna, że na studia wyląduję we Wrocławiu ku zgrozie mojej mamy, która sobie nie wyobrażała, że chcę wyjechać tak daleko. A później w moim życiu pojawiła się Varsavia.

2008 (Zachody i Wschody)_006_Warszawa (Centrum)

Wcześniej do stolicy przyjeżdżałam tylko w ramach wycieczek szkolnych. Sama pojechałam do niej dopiero będąc prawie pełnoletnią. Koleżanka zaprosiła mnie do siebie podczas ferii na kilka dni. Ale wtedy jeszcze była dla mnie tylko zwykłym miastem. Nie znałam jej. Nie czułam jej magii. Wszystko miało się zmienić wkrótce. Za sprawą… Eldo.

_MG_8140_1_2_3_4_5_6

Tak, zdecydowanie to on głównie sprawił, że zapragnęłam poznać Warszawę. I chyba nawet nie skłamałabym mówiąc, że… to wszystko przez niego!Słuchając jego kawałków pełnych uwielbienia w stosunku do Warszawy i wywiadów z wywiadów, w których dzielił kolejnymi ciekawostkami na jej temat. Jednak najbardziej zrobił na mnie wrażenie na żywo, podczas koncertów. Ostatnio nawet czytałam komentarz pewnego chłopaka, który zwrócił uwagę na to, że Eldo zamiast krzyczeć jak inni na koncertach „ręce w górę’, „dajcie hałas” pomiędzy kolejnymi kawałkami to… dzieli się z publiką różnymi anegdotkami. Niektóre z nich dotyczyły Warszawy oczywiście. A popros anegdotek. Taka śmieszna sytuacja. Mając 100km do Warszawy, na pierwszy koncert Eldoki pojechałam… do Krakowa;)

2008-07-26 (Warszawa - Nocna Starowka)

Do narodzin mojej miłości do stolicy przyczynił się również mój profesor od historii. To on sprawił, że dogłębnie się zainteresowałam się kwestią Powstania Warszawskiego. Nawet temat mojej ustnej matury dotyczył właśnie tego wydarzenia. Moja praca jednak nie została zbytnio doceniona… Panie, które mnie egzaminowały wolały sobie poplotkować i jeść ciasteczka zamiast mnie chwilę posłuchać. Cóż mam powiedzieć. Mają czego żałować.;) Profesor od historii wzbudził we mnie chęć studiowania na UW. I przeprowadzając się do Warszawy miałam nawet taki plan. Ale koniec końców – na szczęście – wylądowałam na innej uczelni;)

 

„Wielki Świat pozdrawia
Wita Cię wielka Warszawa
Chodź do nas chodź
Wejdź do nas wejdź
To przekonasz się, eeej !”

 

Jednak w momencie przeprowadzki do Warszawy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że to moje miejsce na ziemi. Uwielbiałam to miejsce, interesowałam się nim, chciałam zwiedzić jej każdą uliczkę. Mogłam jeździć na jej terenie całe dnie! Każda osoba, której mówię, że wsiadłam któregoś dnia na Żeraniu do 18stki i pojechałam nią do samego końca na Służewiec patrzy na mnie jak na wariata. Ale ja byłam… jestem żądna poznania każdego miejsca w Warszawie! To podczas tych podróży pojawiło się w moim sercu takie inne, wyjątkowe uczucie do tego miejsca. W głowie nagle pojawiła się myśl, że to tu znajdę swoje szczęście. Nagle stałam się pewna, że w Warszawie poczuje się w pełni spełniona. I to wówczas chyba zaczęło kiełkować we mnie uczucie, że to jest mój dom. Moje miejsce na ziemi.

_MG_020534

Dziś, siedząc w mieszkaniu swojego przyszłego męża, wiem, że moja intuicja miała rację. Odnalazłam swojeSzczęście właśnie w Warszawie. Od prawie trzech lat z tym Szczęściem tworzę zgodny, prawdziwy i wyśniony związek. To zabawne – kiedy zaczęło we mnie rozkwitać uczucie do Warszawy pomyślałam sobie, że chciałabym być z rdzennym Warszawiakiem. Szczerze mówiąc, to trudno w stolicy spotkać ludzi, którzy tu się urodzili. W pracy najczęściej spotykałam przyjezdnych. Aż nagle poznałam Pawła. Jak się później okazało, kiedy już zdążyłam się w nim zakochać – Rdzennego Warszawiaka. I prawdę mówi Eldo w tekście:

 

Na twarzy uśmiech, myślą: „pierdolnięty jakiś…”
Po prostu wniebowzięty jak to rdzenne Warszawiaki.”

 

Szczery uśmiech Pawła był jego wizytówką. Najpierw pojawiał się jego uśmiech, a dopiero potem cały On;) Kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że tworzymy poważny związek, a ja znalazłam wymarzoną pracę pomyślałam – tak właśnie chciałam, aby to wyglądało! Jestem szczęśliwa!

_MG_02248

Jednak muszę wam się do czegoś przyznać. Przed poznaniem Pawła miewałam chwile zwątpienia. Nie wiem czy wiecie, ale zaczynałam pracę w Warszawie od bycia kasjerką. I na początku szło mi naprawdę strasznie. Powoli traciłam wiarę w siebie, a kiedy okazało się, że znowu miałam (wówczas dla mnie) sporo na minusie chciałam rzucić to wszystko i wrócić do Przasnysza. Nic mnie nie trzymało. Nawet wymarzonych studiów prawniczych miałam od października i tak nie rozpoczynać. Tego dnia pojechałam nad Wisłę. Przeszłam pieszo w deszczu od Stadionu Narodowego, przez most Poniatowskiego, aż do Mostu Gdańskiego. Płakałam słuchając Eldoki. Byłam zagubiona. Chciałam się poddać. I nawet już zamierzałam faktycznie zrezygnować z pracy. Lecz… nagle w moim życiu pojawił się Paweł, a manka były coraz niższe. Co więcej – moja wypłata wzrosła o premię za wysoką produktywność. Paweł sprawił, że choć nie było nic co Warszawie by mnie trzymało, ale za to był Ktoś.Ktoś, kto podniósł moją samoocenę. Ktoś, kto sprawił, że zaczęło lepiej mi się powodzić w pracy. Kilka miesięcy później dostałam lepszą pracę. Wtedy już wiedziałam – Ja tu zostaję.

 

„To jest moje miejsce, bo kocham to miejsce.”

 

A później, tak jak już pisałam… Warszawa powoli stawała się moim miejscem na ziemi. I teraz kiedy gdzieś wyjeżdżam, utwierdzam się jedynie w przekonaniu, że mam rację. A kiedy wracam, to w głowie mam tylko jedną myśl. Warszawa. Jestem w domu.

Zdjęcia: Arkadiusz Pieńkos

4 komentarze

  1. Ale fajnie się czyta takie teksty pełne pozytywnych uczuć wobec miasta! :) I bardzo dobrze się stało, że pokonałaś te chwile zwątpienia, teraz naprawdę inspirujesz czytelników. :) Ja może i nie z Warszawy, ale też mam taką swoją małą miejską ojczyznę, Gdańsk mianowicie.

  2. Hej! uwielbiam tu zaglądać. Nie przeczytałam jeszcze wszystkich Twoich postów. Dawkuje je sobie, bo lubię rozkoszować tym optymizmem, którym niewątpliwe zarażasz.
    I takie mam pytanie do Ciebie, gdzie obecnie pracujesz? w jakiej branży? Podobnie jak Ty (tylko, że po studiach) pracowałam jako kasjerka i zastanawiam się, czy jeszcze będzie mi dane pracować w moim zawodzie ;)

    Izabela
    1. Pracuję dla firmy księgarskiej – doradzam klientom, dbam o porządek na stoisku i pomagam przedstawicielowi handlowemu na przykład przy rozkładaniu dostaw. Ogólnie mówiąc, pracuję wśród książek, więc robię to co kocham. :) Chociaż nie ukrywam, że najchętniej sama podjęłabym pracę bardziej zbliżoną do mojego kierunku studiów, ale niestety na drugim roku praktycznie żadna kancelaria nie chce przyjąć studenta nawet na stanowisku recepcjonistki.

      A Tobie oczywiście, że będzie Ci dane pracować w swoim zawodzie! Nawet nie dopuszczaj do siebie innej myśli! Pamiętaj jednak, żebyś nauczyła się też sama sięgać po swoje marzenia. :)

      Jeśli chodzi o moje półroczne bycie kasjerką, to zdałam sobie ostatnio sprawę – dokładnie po poznaniu Reginy Brett – że nie żałuję podjęcia pracy na tym stanowisku. Poznałam wówczas mnóstwo wspaniałych osób, z którymi do tej pory utrzymuje kontakt, stałam się dzięki temu bardziej otwarta i pewna siebie, a po za tym… to właśnie tam spotkałam swojego przyszłego męża. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *