Listy pełne marzeń, Magdalena Witkiewicz

Listy pełne marzeń – Magdalena Witkiewicz

 
Wśród świątecznych książek, które chciałam przeczytać na pierwszym miejscu pojawiła się powieść Magdaleny Witkiewicz “Listy pełne marzeń”. Niejednokrotnie natrafiłam na informację, jakoby była to kontynuacja opowiadania znajdującego się w antologii Cicha 5”. W związku z tym lekturę zaczęłam właśnie od niego. 
 
 
Gdy zaczęłam czytać “Listy pełne marzeń”, okazało się, że nie jest to kontynuacja, a rozszerzenie opowiadania. Autorka wprowadziła kilka zmian, parę wątków zostało dodanych bądź rozszerzonych. Mimo tego miałam wrażenie, że czytam dwa razy to samo. Rzadko kiedy czytam ponownie jakąś książkę, więc nie byłam z tego powodu zadowolona. O wiele więcej przyjemności z czytania miałabym, gdyby to była jednak kontynuacja opowiadania, w której inne wątki byłyby przytoczone w formie retrospekcji. 
 
 
Latem jedynym zajęciem emerytowanej Maryli Jędrzejewskiej jest wyglądanie przez okno i dokarmianie dzieci bawiących się na podwórku. Kobieta rozkwita dopiero na koniec roku wraz z otwarciem pierwszych listów adresowanych do Świętego Mikołaja. Spełnianie dziecięcych marzeń sprawia jej tyle szczęścia i satysfakcji, że nic nie jest w stanie powstrzymać ją od kontynuowania tego zajęcia. 

 

„To, że mogła pozwolić sobie, by komuś sprawić radość, było najlepszym prezentem od losu, jaki mogła dostać kiedykolwiek.”

 
Fabuła bardzo mi się spodobała, ale sposób w jaki została przedstawiona w opowiadaniu „List do Mikołaja” o wiele bardziej przypadła mi do gustu. W przypadku książki odnosiłam wrażenie, że jest niepotrzebnie rozwleczona, a do tego bardziej chaotyczna. Wolałam wersję bardziej zwartą i konkretną. Tym bardziej, że tak naprawdę tylko pojedyncze nowe wątki mnie zaciekawiły. W szczególności moje serce skradły historie z życiorysu pani Gertrudy.
 
 
Ponadto mam wrażenie, że język jakim posługiwała się autorka w książce jest o wiele bardziej infantylny. Jak uwielbiam styl Magdaleny Witkiewicz, tak tym razem mnie co chwilę drażnił. Nie cierpię wtrąceń typu „oczywiście jeszcze nie wiemy, kim jest Jarek, ale dowiemy się niebawem” czy „jak się okaże w dalszej części tej powieści”. Niestety nie polubiłam się też z powiedzeniem głównej bohaterki powieści „Matko Bosko Miasteczkosko”. Wszystkich tych zwrotów w opowiadaniu nie było. 
 
 
Chociaż jest to całkiem niezła powieść, to jednak z bólem serca stwierdzam, że czuję się rozczarowana. Jednak Magdalena Witkiewicz postawiła sobie u mnie bardzo wysoko poprzeczkę. Niestety w porównaniu do innych pozycji jej autorstwa, w tym opowiadania „List do Mikołaja”, książka „Listy pełne marzeń” wypada naprawdę blado. 
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *