Krystyna Mirek – Podarunek

Krystyna Mirek, Podarunek

Krystyna Mirek – Podarunek

 

Krążą w internecie pewne słowa, który prawdopodobnie wielu z was skłoniły do chwili zastanowienia – „Spytano parę staruszków, jak wytrzymali ze sobą 50 lat. Odpowiedzieli: >>Bo widzi pan, urodziliśmy się w takich czasach, w których jak coś się psuło, to się to naprawiało a nie wyrzucało do kosza<<”.

 

I niestety wydaje mi się, że to jest prawda. Dzisiaj łatwiej ludziom przy pierwszej kłótni zerwać, a związek „wyrzucić do śmieci”. Tak jest prościej, prawda? Na szczęście, obserwując swoich rodziców czy dziadków, nauczyłam się dbać o moje relacje międzyludzkie i starać się je naprawiać, jeśli tylko się da. Nie rozumiałam osób, które przestawały żyć ze sobą po to, aby za jakiś czas do siebie wrócić, a potem znowu zerwać i tak na okrągło. Z Pawłem, przez 5 lat naszego związku, nie zdarzyło nam się ani razu powiedzieć sobie „koniec”, choćby na kilka sekund. Zdarzały się trudne chwile, czasami nawet robiło się naprawdę groźnie i poważnie, ale za każdym razem staraliśmy się wspólnymi siłami wszystko naprawić.

 

To tyczy się również przyjaźni. Mam wrażenie, że w aktualnym świecie niezwykle prosto jest zastąpić jednego człowieka drugim. To przykre, prawda? Chociaż z drugiej strony pozwala docenić prawdziwe przyjaźnie, całkowicie oparte na wzajemnym szacunku i przyjaźni. Jednakże o wiele lepiej byłoby, gdyby wszyscy zaczęli na nowo podchodzić do siebie jak do ludzi, a nie rzeczy, które można łatwo zastąpić nowszym modelem.

 

O tym właśnie jest utrzymana w zimowo-świątecznym klimacie powieść Krystyny Mirek pod tytułem „Podarunek”. Główne bohaterki książki marzą o dostaniu daru od losu, który diametralnie odmieni ich życie. Najlepiej bez żadnego wysiłku z ich strony. Najlepiej, żeby mieli inną rodzinę czy zamieszkali za granicą, gdzie na pewno nie będą mieć żadnych problemów!

 

„Szczęście jest nadpobudliwe. Dziś jest tu, jutro gdzie indziej. Przysiądzie w jakimś miejscu, potem leci dalej. Trzeba je łapać na każdym kroku, łowić najmniejsze okruszki w każdej chwili życia. Żeby potem nie żałować. Kto raz się nauczy, jak szukać powodów do radości, potem widzi je wszędzie”

 

Jedna z nich, Marta, tuż przez Świętami Bożego Narodzenia wysłała nawet swoją prośbę w niebo. I los ją zrealizował, ale nie do końca tak jak kobieta sobie to wyobrażała. Marta uważa, że nie będzie szczęśliwa dopóki nie weźmie rozwodu z mężem. Nie daje swojemu małżeństwu żadnych szans. A całą winę składa na swoją teściową Eleonorę – przywódczynię rodu, z ogromnym uporem chroniącą tradycji swojej rodziny, których Marta nie jest w stanie sprostać. Obie bohaterki walczą między sobą o jednego mężczyznę, jakby był ich własnością. Przy czym, Marta uważa, że problemy w małżeństwie i kwestia rozwodu nie dotyczy dzieci. Ale czy aby na pewno?

 

Natomiast Kaja to dziewczyna, która uwielbia wydawać pieniądze – nawet jeśli ich nie ma. Czuje, że ma z tym problem, nie do końca już się jej podoba płacenie przez mężczyzn za jej zachcianki. Chciałaby się usamodzielnić, a przede wszystkim pozbyć długów. Najlepiej w jakiś nieodczuwalny sposób. W pewnym momencie otrzymuje ogromną szansę od życia. Jednak realizacja jej wymaga pewnych wyrzeczeń, odrobiny wysiłku, a także… poruszenia pewnych uśpionych strun w jej sercu. Czy jest na to gotowa?

 

Spodobały mi się bardzo słowa jednej z koleżanek Marty, że pewien typ mężczyźni świeci światłem odbitym. Marta oczekiwała od swojego męża Krzysztofa okazywania miłości czy czułości, chociaż sama obdarzała go jedynie miną wiecznie niezadowolonej kobiety. Wszędzie widziała problemy czy okazję do kolejnych awantur o nic.

 

„Są na świecie mężczyźni, którzy świecą wyłącznie światłem odbitym. Sami z siebie nie potrafią. Jeśli ty będziesz miła i radosna, on też. Jeśli ty będziesz chodzić z nachmurzoną miną i milczeć, on zachowa się dokładnie tak samo.”

 

Natomiast Marysia – sąsiadka i przyjaciółka Eleonory, uświadomiła członków bliskiej sobie rodziny, że pozytywne nastawienie mogą zmienić naprawdę wiele. Jak również szczera rozmowa, podczas której nie ukrywa się swoich uczuć, nie nakłada się żadnych masek ani nie udaje się kogoś kim się nie jest. Eleonorze dała również do zrozumienia, że świat się zmienia, a przez to pewne tradycje czasami warto odpuścić. Albo zachować je na odpowiedni moment. Być może nawet nie do końca utalentowana kulinarnie synowa nauczy się tradycyjnych przepisów, które następnie dopasuje do siebie? Myślę, że prababcia patrząca z portretu będzie zachwycona, tym bardziej jeśli gotowe już danie skonsumuje cała szczęśliwa jej rodzina.

 

Również Kaja w tej całej sytuacji w końcu może zrozumie, że ideału na tym świecie nie ma. A także, że potencjalny kandydat na męża może nie do końca okazać się taki jak sobie to wyobrażamy. Natomiast ten przeciętny sąsiad z dołu, który ma takie wielkie śmieszne uszy naprawdę nas pokocha, będzie o nas dbał, troszczył się, a także pomoże uporać się z problemami. Ale ciężko docenić kogoś takiego dziewczynie, kiedy prościej zakręcić się wokół kolejnego mężczyzny gotowego spłacać długi za związek z atrakcyjną kobietą.

 

Walka z samym sobą jest trudna, ale patrząc na skutki, może być naprawdę ich warta. Jeśli tylko nauczymy się doceniać przede wszystkim to, co mamy na wyciągnięcie ręki.

10 komentarzy

  1. W pełni zgadzam się z ostatnim zdaniem. Jeśli ktoś z kim jesteś daje ci oznaki swojego uczucia do siebie to czasem odwzajemnij je. Bo nie wiadomo, może kiedyś stracisz jego miłość i szacunek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *