JP Delaney – W żywe oczy

JP Delaney – W żywe oczy

 

Czasami potrzebujemy oderwać się od rzeczywistości. Problemy tak bardzo nas przytłaczają, że chociaż na chwilę, na jeden krótki moment chcemy przestać o nich myśleć. W takich sytuacjach zatopienie się w lekturze dobrej książki wydaje się być trafnym rozwiązaniem. Ciekawa fabuła pozwoli nam chociaż na kilka godzin znaleźć się w zupełnie innym świecie – być może dla jej bohaterów gorszym, lecz dla nas poruszanie się po nim może okazać się sposobem na przetrwanie trudnego okresu w życiu.

 

Pewne okoliczności sprawiły, że tym razem to ja odczuwałam potrzebę sięgnięcia po fikcyjną historię, na której uda mi się całkowicie skupić. Opowieść, która mnie porwie i pochłonie w każdym najmniejszym calu. Strzałem praktycznie w dziesiątkę okazał się thriller psychologiczny stworzony przez JP Delaneya pod tytułem „W żywe oczy”. Wartka akcja, której główną bohaterką była Claire Wright, pochłonęła mnie niemalże maksymalnie. Kilka razy odkładałam książkę, gdy moje myśli zaczęły błądzić gdzie indziej .Jednakże było to krótkotrwałe i  spowodowane bardziej moimi prywatnymi sprawami niż poziomem powieści „W żywe oczy”.

 

Claire pragnie spełnić swoje największe marzenie. Chce zostać aktorką. Wydaje się, że jeśli chodzi o grę aktorską i wcielanie się w jakąkolwiek rolę, to nie ma w sobie równych. Pytanie tylko, czy jest to wystarczające, aby zrealizować swój cel? A może lepiej trochę inaczej wykorzystać swoje zdolności i umiejętności? Przykładowo – w dość nietuzinkowej pracy dla kancelarii prawniczej?

 

Co za manipulant! :D

 

Autor stworzył niesamowicie zakręconą fabułę. Za każdym razem, gdy czytelnik już jest pewien, że doskonale zna zakończenie historii, JP Delaney wyprowadza go w przysłowiowe pole. Podziwiam, że sam się w tym wszystkim nie pogubił! Jednakże chociaż człowiek czuje się zmanipulowany na każdym kroku, to i tak świetnie się bawi aż do ostatniej strony. To zasługa nie tylko ciekawej historii, ale też wprowadzonego odpowiedniego klimatu, intrygujących odniesień do mrocznej poezji Charlesa Baudelaire’a, interesującego wątku dotyczącego teatru i bycia aktorem czy wreszcie lekkiego stylu autora, dzięki któremu lektura książki „W żywe oczy” jest jeszcze przyjemniejsza.

 

Początkowo drażniły mnie wstawki imitujące scenariusz. Odnosiłam wrażenie, że autor na siłę chce być oryginalny. Jednakże z czasem przyzwyczaiłam się do nich i dostrzegłam, jaki JP Delaney miał w tym zamysł – chciał, żeby czytelnik poczuł się jak na prawdziwej sztuce teatralnej. Lecz skąd ten pomysł i czemu jest trafny – tego już Wam nie zdradzę. ;)

 

Książka „W żywe oczy” autorstwa JP Delaney’a nie znalazła się na liście moich ulubionych thrillerów psychologicznych, ale bardzo mi się podobała i mogę ją szczerze polecić. A fragment „Jeśli masz spędzić z ukochanymi ludźmi ostatnie kilka godzin, powinnaś je zapamiętać” ze względów prywatnych, o których pisałam Wam na Instagramie, już na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *