Zwiedzamy Polskę: Olsztyn. Sushi po raz pierwszy!

Ostatnio moje najlepsze decyzje podejmuję spontanicznie. Przeprowadzka, wyjazd do Olsztyna… czy spróbowanie czegoś nowego z kuchni zagranicznej. Tym razem wybór padł na Sushi. Będąc w Olsztynie zgodnie ze znajomymi stwierdziliśmy, że zbyt długo już zwlekamy z jego spróbowaniem i czas najwyższy to nadrobić. Pierwszą opcją było zamówienie sushi do domu, zdecydowaliśmy się jednak na wizytę w restauracji. Wybór padł na Yoko na olsztyńskim Starym Mieście.

Yoko

Pierwsze wrażenie – i to naprawdę dobre – zrobiła na nas obsługa. Dziewczyna, która nas przywitała już u progu restauracji była przesympatyczna i naprawdę pomocna. Dodatkowo bardzo swobodnie można było z nią porozmawiać. Z uśmiechem przyjmowała każde nasze pytanie czy sugestie. Obiecała nam, i to z własnej inicjatywy, że porozmawia z szefem na temat zniżek studenckich o które ją zapytałam. Stwierdziła, że to naprawdę dobry pomysł. Cóż, nie zaprzeczę.:D

Pałeczki

Czas oczekiwania nie był długi – max jakieś 30 minut może minęło od chwili złożenia zamówienia. Może to być spowodowane tym, że byliśmy rano tuż po otwarciu i restauracja jeszcze świeciła pustkami. Dzięki temu mogliśmy swobodnie robić zdjęcia i cieszyć oczy wystrojem restauracji, w której było bardzo klimatycznie.

Olsztyn

Jako że był to nasz pierwszy raz, zdecydowaliśmy się wziąć jeden z najmniejszych zestawów – w razie jakby nam nie posmakowało. Zestaw Sake za 46 złotych zawierał jedno nigiri z łososiem, jedno nigiri z łososiem opalanym, sześć futomaków z łososiem oraz sześć Łosoś Tempura Rollsów. Jeszcze jakiś rok temu nie wyobrażałam sobie, żebym wzięła do ust nawet surowego łososia. A tego dnia wręcz frustrowałam się, kiedy Paweł z Magdą spróbowali futomaków, a ja nie mogłam uporać się z obsługą pałeczek. Kiedyś nauczę się ich używać, obiecuję!:D Byłam przekonana, że najbardziej zasmakują nam futomaki. Okazało się jednak, że nasze serce zdecydowanie podbiły rollsy. Były przepyszne! Dostaliśmy jeszcze spodeczki do sosu sojowego, trochę pasty wasabi i imbiru. Jednak one mnie już tak nie zachwyciły.:D

Łosoś Sushi

Mieliśmy okazję wypić również trzy rodzaje herbat. Ja wybrałam Genmaichę, czyli zieloną herbatę japońską z prażonym ryżem i jęczmieniem. Bardzo mi posmakowała. Moi towarzysze wybrali zwykłe zielone herbaty.  Paweł „anielską” , a Magda z mango. Wszystkie herbaty była podawane w specjalnych imbryczkach, a piliśmy je z czarek. Bardzo nam się ten zestaw spodobał. Za każdą herbatę zapłaciliśmy 9 złotych, ale było jej naprawdę sporo – tak że mogliśmy bez problemu spróbować każdą z nich.

Imbryk

Nie mam porównania z innymi restauracjami sushi, a tym bardziej z tym robionym w Japonii. Nie wiem jak smakuje dobre sushi, lecz jedno wiem na pewno – jestem bardzo zadowolona z pierwszej wizyty w takiej restauracji oraz smaku zaserwowanego nam tam sushi.

4 komentarze

  1. O proszę. Wyprzedziłaś mnie z wypróbowaniem sushi. Mnie wciąż intryguje to jedzonko. Planuję w najbliższym czasie, w moje okienka w planie, wybrać się do takiej restauracji w Szczecinie. Trochę tych miejsc jest, więc będzie co próbować. I będzie okazja do nauczenia się obsługi tych patyczków! :)

    1. Ja myślę, że mogę mieć z nimi problem, bo ogólnie jestem leworęczna, lecz patyczki – tak samo jak nożyczki – lepiej mi leżą w prawej dłoni. Jednak to sprawia, że trudniej mi się nauczyć nimi obsługiwać :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *