Niewiedza boli i… kosztuje – czyli o mojej przygodzie z Orange

350644178_40a6649a62_o

Zawsze kiedy trzeba pilnie gdzieś zadzwonić okazuje się, że nie ma środków na koncie… albo jego ważność właśnie upłynęła. Miałam tak w tym miesiącu. Rano dostałam wiadomość o zablokowanych połączeniach wychodzących,  a w ciągu dnia wyjątkowo potrzebowałam się skontaktować z paroma osobami, a tu o!

 

Pierwsze co zrobiłam po powrocie z pracy to doładowanie konta. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy okazało się, że na rachunku bankowym zostało mi bagatela 20 zł. Pech to pech. Wypłata za kilka dni, więc dzwonię do taty, żeby poratował mnie do tego czasu tymi nieszczęsnymi pięcioma złotymi. Rodziciel dobra dusza oczywiście pomógł, a ja szczęśliwa biorę się wreszcie za doładowanie konta. Przelew poszedł, kod potwierdzający zaakceptowany… czekam… czekam… czekam i nic!

 

Zgodnie z radą znajomych czekałam (nie)cierpliwie kolejne godziny, ale kiedy rano nadal nic się nie pojawiło – mówiąc delikatnie – zdenerwowałam się. Po pracy skierowałam się bezpośrednio do punktu pomarańczki to znaczy Orange, żeby dowiedzieć się o co chodzi. Oczywiście przez pracownika salonu Orange zostałam skierowana prosto do telefonu w celu uzyskania informacji na infolinii. Uwielbiam to. Na infolinii pani oczywiście najpierw chciała zrzucić winę na mój bank, ale niestety uświadomiłam ją, że płatność została w dosłownie kilka minut zaksięgowana, więc jednak się troszkę myli. W takim razie doładowała mi konto za 10 zł oraz kazała poczekać, aż upłynie 24h i jeżeli w tym czasie sytuacja się nie zmieni, to złożyć reklamację.

 

Rzecz jasna – nic się nie zmieniło. Reklamacja poszła. Konto musiała jednak jeszcze raz doładować, bo za 10 zł ważność jest bodajże na 3 dni, więc ciut przy mało. Przy okazji załapałam się na jakąś promocję i dostałam dodatkowe 5 złotych (to już 15 zł do przodu!). Wszystko idzie w dobrą stronę, pozostało tylko czekać na jej rozpatrzenie, której doczekałam się wczoraj. Mimo, że prosiłam o zwrot pieniędzy na rachunek bankowy… dostałam doładowanie na telefon. Kolejne. Piękne ponad 60 złotych. Szkoda tylko, że ważne do 16 maja.  Z 9 maja przedłużyli mi do 16 maja. A miało być już tak cudownie!

 

Po pracy znowu kieruję się do salonu Orange. Tym razem idę od razu na infolinię. Mówię Pani o co chodzi, a ta mnie uświadamia, że przedłużenie ważności o miesiąc następuje od dnia doładowania, a nie jest przedłużeniem już istniejącej ważności. Tak więc przedłużyli mi o miesiąc licząc od 15 kwietnia to 16 maja, a nie od 9 maja. Super. Ręce mi opadły. Byłam już nieźle wkurzona. Powiedziałam pani z infolinii Orange, że według mnie to niesprawiedliwe, szczególnie, że cała ta sytuacja była z ich winy…

 

I w tym momencie ta pani jeszcze bardziej mnie uświadomiła. Jako, że mam już kartę w pomarańczce od lat, mogę wysłać darmowego smsa o treści START pod numer 8002 i przedłużyć sobie ważność środków…. na rok! Za darmo!

 

A ja tyle razy doładowywałam konto, tylko po to, aby przedłużyć sobie jego ważność…  Niech żyje ludzka niewiedza!

8 komentarzy

      1. Masz być prawnikiem, musisz nauczyć się wykłócać. Problemy zawsze mogą wystąpić ale mam tel w Orange od hm…chyba już 10 lat. Najpierw było na kartę odkąd sama zarabiam mam abonament. Generalnie zawsze mówię, że jak kończy mi się umowa to zmieniam sieć, że mam dość ale zawsze potrafią mnie skusić fajną ofertą (a raczej nowiutkim super telefonem :P) Zawsze możesz przenieść numer do Play bez konsekwencji. Mi w play nadal brakuje super telefonów :/

        Karolina
        1. Uważam, że wykłócanie się to już jest ostateczność :) Mi abonament nie jest potrzebny, bo na ogól to ludzie do mnie dzwonią, a tak to korzystam jedynie z pakietu smsów do Orange i to w zupełności mi starcza. Szczególnie, że teraz jestem w trakcie oszczędzania i każdy grosz się dla mnie liczy :) W abonament pobawię się może za rok, po weselu. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *