Zwiedzamy Świat: Bergamo i Mediolan – Nasza pierwsza podróż za granicę!

Kilka dni temu wróciliśmy z Pawłem z naszej pierwszej podróży zagranicznej. Uwierzycie, że również dopiero w tym roku pierwszy raz lecieliśmy samolotem? Od lat odkładaliśmy wyprawy za granicę głównie ze strachu, że sobie nie poradzimy bądź zabraknie nam funduszy. Tym razem trochę los nam pomógł – miałam lecieć z uczelni do pewnej instytucji mieszczącej się za granicą. Jednak chciałam przeżyć swoją pierwszą zagraniczną przygodę z mężem. Tak więc nie było opcji, musieliśmy coś szybko zaplanować!

Początkowo stawialiśmy na Wielką Brytanię, ale cenowo, w trochę narzuconym terminie, nie do końca nam się opłacało. Z tego względu zdecydowaliśmy się na inny kierunek – Bergamo i okolice. Tuż przed wylotem otrzymałam wiadomość, że moja zagraniczna wizytacja z uczelni tym razem nie wypali. Nie ukrywam, że byłam rozczarowana, ale cóż – widocznie tak miało być. Chociaż dzięki temu wreszcie zmobilizowaliśmy się do zorganizowania wyprawy do Włoch, z którą tak naprawdę nie było już odwrotu – choćby zżerał nas strach, nie potrafilibyśmy już z niej zrezygnować.

Nie stresowaliśmy się samym lotem, lecz tym, że spóźnimy się na samolot bądź zrobimy coś nie tak podczas odprawy, zgubimy się na lotnisku czy nie przejdziemy pomyślnie kontroli bezpieczeństwa z powodu niewłaściwego zapakowania się. Teraz śmiać mi się chce z naszych obaw, w szczególności tych dotyczących przekroczenia 10 kg bagażu. Okazało się, że oboje nawet nie przekroczyliśmy 5 kg! Ja wzięłam ze sobą małą torbę podróżną, a Paweł plecak. Cieszę się, że w końcu mimo ogromnego przerażenia i nieustannie towarzyszącego niepokoju zdecydowaliśmy się wykonać krok ku spełnieniu kolejnych naszych marzeń.

Na Lotnisku Chopina w Warszawie można przejść przez obojętnie którą bramkę podczas kontroli bezpieczeństwa a potem odszukać bramki, z której będzie odbywał się dany lot. W tym celu zawieszone są tablice informacyjne nad każdą z nich. Można też od razu zapytać się w informacji o numer właściwej bramki i mniej więcej w tym samym miejscu przejść przez kontrolę bezpieczeństwa. Jeżeli chcecie zaoszczędzić trochę na jedzeniu podczas wyjazdu, warto zabrać ze sobą jakieś produkty. My zabraliśmy ze sobą dwie paczki bułek mlecznych oraz dwie paczki kabanosów. Przydały nam się głównie na lotnisku podczas oczekiwania na samolot. Jak wiecie, przez kontrolę bezpieczeństwa nie przeniesiecie żadnych napoi – nawet wody. Jednak zamiast kupować drogą wodę na strefie bezcłowej, polecam Wam skorzystać z tego o to darmowego wodopoju:

woda pitna, warszawska kranówki

Tym razem skorzystaliśmy z oferty tanich linii lotniczych Wizzair i za zarezerwowane bilety zapłaciliśmy łącznie ‎516 ​zł, a więc 258 zł od osoby w obie strony. Bilety kupowaliśmy bardzo późno, bowiem równo tydzień przed podróżą i z tego co się orientuję, to mimo wszystko spora kwota jak na bilety do Bergamo. Podczas lotu trwającego około 1h 45 minut mamy okazję podziwiać naprawdę niesamowite widoki – między innymi na Alpy oraz piękne chmury. Aż nie można oczu oderwać od takich cudów natury!

Mieliśmy problem ze znalezieniem odpowiedniego dla siebie noclegu. Jestem straszną estetką. Nie potrzebuję luksusów, ale wnętrza muszą być dla mnie ładne, a przede wszystkim zadbane. Z drugiej strony nie chcę wydawać na nie milionów. W końcu za pomocą Airbnb znaleźliśmy idealny pokój z własną łazienką w bardzo dobrej cenie u przesympatycznej Danieli i dwójki jej dzieci. Tak naprawdę na miejscu załatwialiśmy wszystko z jej przesympatyczną i bardzo pomocą córką. Tak naprawdę jedynym minusem naszego miejsca zakwaterowania był wcześnie odjeżdżający ostatni autobus z Bergamo do Scanzorosciate – o 20:38. Może jeszcze lekki zawód sprawiła niedziałająca wanna z hydromasażem. Ale może jednak na takich wyjazdach lepiej wziąć szybki prysznic niż długie kąpiele? :D Aktualnie cena pokoju dość wzrosła – prawdopodobnie z powodu rozpoczynającego się sezonu. Kiedy my go rezerwowaliśmy razem ze zniżką wynoszącą 100 złotych za trzy dni zapłaciliśmy 441,98 zł.

Również i wy możecie uzyskać taką zniżkę rejestrując się na stronie airbnb oraz rezerwując nocleg za pomocą naszego linku polecającego, który działa na zasadzie win-win. Kiedy skorzystacie z podanego przeze mnie linku również i my uzyskamy zniżkę w kwocie 50 złotych. Następnie także i wy będzie mogli swoim znajomym udostępniać swój własny link polecający.

BERGAMO

Po dotarciu na halę przylotów udaliśmy się do punktu informacyjnego, w celu uzyskania informacji o lokalizacji miejsca, w którym moglibyśmy zakupić 72h bilet obowiązujący w Bergamo i jego okolicach. To była dla nas najbardziej opłacalna opcja, ponieważ codziennie musieliśmy dojeżdżać do miejscowości Scanzorosciate mieszącej się w prowincji Bergamo, gdzie mieliśmy nocleg. Jednorazowy bilet kosztuje 2,20 euro, dobowy 5 euro, a nasz 7 euro. Możemy kupić je w punkcie widniejącym na poniższym zdjęciu:

Następnie poszliśmy do centrum handlowego Oriocenter mieszącego się naprzeciwko portu lotniczego Bergamo-Orio al Serio w celu zakupienia wody. Zdecydowaliśmy się także na butelkę pepsi, aby pobudzić się trochę do życia po praktycznie nieprzespanej nocy. Wybraliśmy 1,5L wodę za 0,29 euro oraz 1,5L pepsi, która kosztowała 0,80 euro.

Po zrobieniu małych zakupów wróciliśmy na przystanek mieszczący się tuż przed wyjściem z lotniska i autobusem nr 1 w kilkanaście minut dotarliśmy do dworca kolejowego w Bergamo, czyli na przystanek STAZIONE. Tam też, naprzeciwko dworca kolejowego – tuż za McDonald’s, znajdziecie przystanek z którego odjeżdża 1A w stronę lotniska. Na tablicy widnieje obrazek samolotu, więc łatwo go rozpoznacie. W poruszaniu się komunikacją po Bergamo pomoże wam strona atb.bergamo.it. Natomiast pociągi możecie sprawdzić na www.trenord.it. Zmieńcie sobie od razu język na angielski. Niezawodna może się okazać również strona Google Maps.

Bergamo podzielone jest na młodszą dolną część miasta Città Bassa oraz górną średniowieczną część nazywaną Città Alta, która otoczona jest szesnastowiecznym murem obronnym. My zatrzymaliśmy na dole i początkowo planowaliśmy pieszo udać się na samą górę. Jednak w końcu stwierdziliśmy, że z bagażami lepiej podjechać autobusem trochę wyżej.

I tak ponownie autobusem nr 1 dotarliśmy na przystanek viale delle Mura via Osmano, gdzie spontanicznie postanowiłam wysiąść. Wypatrzyłam przez okno wspomniane przeze mnie weneckie mury obronne oraz rosnący bluszcz na murze w kształcie serca, który dostrzegłam na jednym filmiku i powiedziałam do Pawła, że koniecznie muszę je znaleźć. Nie sądziłam, że stanie się to aż tak szybko, a jednak! Zdjęcia serducha nie mam, ale za to pięknego łabędzia już tak. ;)

Skierowaliśmy swoje kroki w stronę Bramy Świętego Jakuba, jednakże stwierdziliśmy, że najpierw koniecznie musimy iść coś zjeść. Zdecydowaliśmy się na piekarnię Il Fornaio przy ulicy Via Bartolomeo Colleoni 3, którą polecało wiele osób na blogach czy Youtube. Również później dzieci Danieli potwierdziły, że to był naprawdę świetny wybór. Zamówienia są bardzo szybko realizowane – najpierw jedna pani szybko ucina nożyczkami[!] kawałek wskazanej przez nas pizzy i podaje nam paragon, z którym kierujemy się do kasy znajdującej naprzeciwko. Tam tez możemy dokupić przysmak Polenta, o którym będę pisać niżej. Następnie z potwierdzeniem udajemy się kilka kroków w głąb piekarni, gdzie przy ladzie odbieramy naszą podgrzaną pizzę pokrojoną również nożyczkami na mniejsze kawałki.

Na pierwszy raz wybraliśmy tradycyjną pizzę margherita (4 euro) oraz sea foods (7,80 euro), którą według obsługującej nas pani najczęściej wybierają klienci. Pawłowi obie pizze bardzo posmakowały, jednak dla mnie były za słone. Chociaż trzeba przyznać, że ciasto było cienkie i bardzo miękkie. Wróciliśmy tam jednak ostatniego dnia i kupiliśmy jeszcze inny rodzaj pizzy, której nazwy jednak nie pamiętam (4 euro) – ale ta była juz naprawdę obłędna! Wspaniały smak powoduje, że nawet sposób podania – na plastikowych talerzykach i takim też widelczykiem – nie gra roli. Pizzą delektowaliśmy się na piętrze restauracji, gdzie można na spokojnie usiąść przy stolikach. Można też wybrać opcję jedzenia w biegu, bądź na znajdującym się w pobliżu placu Piazza Vecchia.

Skusiliśmy się również na pizzerkę (0,90 euro) oraz przepyszny przysmak z Bergamo, czyli Polenta e Osèi (1,90 euro za małą wersję). Pokochałam ten smakowicie słodki deser, ale musicie wiedzieć, że ja mam słabość chyba do wszystkiego co zawiera marcepan. A polenta podobno wykonywana jest z takich składników jak ciasto biszkoptowe, krem maślany, orzechy, cukier oraz właśnie uwielbiany przeze mnie marcepan. Na samej górze wspomnianego smakołyku umieszczana jest czekolada w kształcie ptaszka.

Po jeszcze jedną pizzerkę skoczyliśmy jeszcze na sam koniec trzeciego dnia, bo tak nam posmakowała! Polenta też mnie jeszcze kusiła, ale byłam za bardzo zasłodzona, a postanowiliśmy wówczas jeszcze spróbować innego przysmaku – tym razem już ogólnie włoskiego, czyli Cornetto. To taki rogalik nadziewany słodkim kremem lub czekoladą. My zdecydowaliśmy się na wersję zawierającą krem. Kupiliśmy go za 1 euro na tej samej ulicy, co mieści się Il Fornaio. A warty był każdego centa! Z chęcią jeszcze raz bym go skosztowała!

 

Powiem Wam szczerze, że pierwszego dnia pobytu w Bergamo nie odkryłam jego klimatu. Jedynie nieustannie zachwycaliśmy się z Pawłem otaczającą nas przepiękną, mocno nasyconą zielenią oraz uroczymi palmami. Przespacerowaliśmy się po skwerze Piazza Vecchia, gdzie zobaczyliśmy wieżę zegarową Torre Civica, murowaną fontannę Contarini, Palazzo dela Ragione. Następnie skierowaliśmy swoje kroki na mniejszy plac Pizza Duomo, gdzie znajduje się niesamowicie wyglądająca bazylika di Santa Maria Maggiore oraz jeszcze bardziej zachwycająca kaplica Capella Colleoni.

Wróciliśmy też pod Bramę Świętego Jakuba i udaliśmy się dalej szlakiem wzdłuż murów obronnych. Jednak to wszystko nie nie zrobiło na mnie większego wrażenia, a na dodatek wkurzałam się, gdy nie mogłam znaleźć stacji kolejki Funicolare, a czas leciał. Szczyt mojej cierpliwości nastąpił, gdy zaczął nagle padać deszcz. W końcu poddaliśmy się i próbowaliśmy ogarnąć dojazd do miejsca naszego zakwaterowania.

Z pomocą przyszła Włoszka, która potwierdziła, że stoimy na właściwym przystanku. Do Scanzorosciate dotarliśmy około 16:00 całkowicie mokrzy i okropnie zmęczeni. Marzyliśmy tylko o gorącej herbacie i łóżku. Planowaliśmy zdrzemnąć się z godzinkę, a potem ruszyć na zwiedzanie miejscowości, w której się zatrzymaliśmy. Niestety zmogło nas totalnie, a nieustający deszcz tylko pogłębiał naszą niechęć opuszczenia łóżka. Około 19 zmotywowaliśmy się jedynie do szybkiego prysznicu i ponownie oddaliśmy się w objęcia Morfeusza.

BERGAMO – DRUGIE PODEJŚCIE

Następnego dnia zdecydowaliśmy się ruszyć do Mediolanu, a ostatniego dnia pobytu chcieliśmy pojechać nad jezioro Como, do Lecco i Varenny. Niestety pogoda nadal nie napawała optymizmem, więc ograniczyliśmy się do Lecco. Varennę chcieliśmy zwiedzić przy pięknej pogodzie, aby nie zepsuć sobie pierwszego wrażenia tego magicznego miejsca. Los jednak postanowił jeszcze bardziej zmienić nasze plany.

Zaczęło się od tego, że budzik mi jakimś cudem nie zadzwonił  i zaspaliśmy. Potem na dworcu kolejowym, od bardzo przesympatycznego pana sprzedającego bilety, dowiedzieliśmy się, że prawdopodobnie pociąg do Lecco dzisiaj nawet nie ruszy. Zaistniał jakiś problem z torami i nie wiadomo było czy zdołaliby to szybko naprawić. Mieliśmy opcję podróży autobusem, jednak Paweł stwierdził, że to chyba jakiś znak, abyśmy tym razem zostali w Bergamo. Nie byliśmy tez zorientowani jak wyglądałaby kwestia powrotu z Lecco za pomocą autobusu. Nie chcieliśmy już kombinować, woleliśmy skupić się na zwiedzeniu na miejscu wszystkiego, czego nie zobaczyliśmy pierwszego dnia. I to był strzał w dziesiątkę!

Tym razem bez problemu dotarliśmy autobusem nr 1 na przystanek Funicolare do Citta Alta. Praktyczna wskazówka dla Was – bilet dobowy oraz trzydniowy umożliwia darmowe poruszanie się wspomnianą kolejką Funicolare bez żadnych ograniczeń.

Po wjechaniu na górną część miasta poszliśmy na wspomnianą już pizzę, a następnie spokojnie spacerując urokliwymi uliczkami odkryliśmy ogród botaniczny, o którym wcześniej nie mieliśmy bladego pojęcia. Po deszczu roślinność nie wyglądała zbyt zachęcająco. Sam ogród jest bardzo malutki i nie ma tam dużej liczby gatunków kwiatów. Jednak samo miejsce jest niezwykle urokliwe, a szklarnia wypełniona różnorodnymi kaktusami naprawdę mnie zachwyciła. Jestem ciekawa jak wygląda to miejsce w maju przy pięknej pogodzie. Warto dodać, że stoją tam stoliki piknikowe, więc jest to doskonałe miejsce, aby zrobić sobie przerwę na lunch.

Włochy zaskoczyły mnie tez swoją technologią – można tam skorzystać z toalety, która nie tylko automatycznie spłukuje wodę, ale również zamyka klapę sedesu! Aż się przestraszyłam tego, serio! Możecie się ze mnie śmiać, ale on wyglądał jak jakiś robot, a roboty mnie przerażają! ;D Dodam jeszcze, że zarówno wstęp do ogrodu jest darmowy, tak samo jak i toaleta tam się znajdująca. Może dla kogoś będzie to cenna informacja. :D W szczególności, że płatne toalety tam kosztują około 1 euro, więc to ponad 4 złote. Nie wiem jak wy, ale ja nie znoszę płacić za korzystanie z łazienki. We Włoszech tylko raz nie miałam już zbytnio wyboru na dworcu kolejowym i to była najdroższa łazienka w moim życiu. :D Po fakcie Paweł stwierdził, że już bardziej opłacałoby nam się kupić cokolwiek w znajdującym się naprzeciwko McDolandzie i tam wówczas skorzystać z toalety.

Następnie dotarliśmy do stacji drugiej kolejki Funicolare San Vigilio znajdującej się obok Porta S. Alessandro, która zabrała nas jeszcze wyżej – na wzgórze, gdzie znajdują się ruiny Castello di San Vigilio. Spotkałam się z opinią, iż miejsce to jest esencją Bergamo. Sam zamek nie robi większego wrażenia, lecz widok z baszty wręcz przeciwnie.

Najpierw spędziliśmy trochę czasu w znajdującym się tam niewielkim parku, a następnie udaliśmy się na wspomnianą basztę, skąd podziwialiśmy cudowne widoki na całe miasto i okolice oraz oczywiście góry – można stamtąd dostrzec nawet ośnieżone szczyty Alp! Mogę stwierdzić tylko jedno – to najlepszy punkt widokowy z całym Bergamo i idealne miejsce na romantyczną randkę czy piknik. Wstęp na teren zamku jest darmowy. Dla zainteresowanych również tam jest darmowa łazienka, ale z tej już nie korzystałam. :D

  Przy następnej wizycie na szczyt będziemy chcieli wejść już pieszo. Być może podejmiemy wówczas decyzję o wędrówce już z samego Stazione. Tym razem chcieliśmy przeżyć na własnej skórze jazdę wspomnianą już atrakcją jaką są w Bergamo wspomniane kolejki Funicolare. To zawsze jakieś nowe doświadczenie. A przy następnej wizycie w Lombardii liczę również na to, że dopisze nam lepsza pogoda na długie piesze wspinaczki.

Po zwiedzeniu Castello di San Vigilio kontynuowaliśmy spacer zacisznymi uliczkami Starego Miasta. Kiedy zobaczyłam plac zabaw nie mogłam się powstrzymać, żeby nie spędzić kilku chwil na huśtawce. Czy w Was też wciąż drzemie takie wewnętrzne dziecko? :D

Przy ulicy Via Bartolomeo Colleoni 40 wypatrzyliśmy lodziarnię Gelateria Cherubino, gdzie dwie szpachle lodów kosztowały jednie 2 euro, a były naprawdę przepyszne! Ja wybrałam smak pistacjowy oraz pinacoladę, a Paweł z orzechów laskowych oraz pino pinguino smakujące jak monte.

Drugiego dnia po powrocie z Mediolanu wybraliśmy się na lody w lodziarni Biogelato znajdującej się w Città Bassa przy ulicy Viale Papa Giovanni XXIII 96. Niestety nie było zbyt dużego wyboru smaków. Ja zdecydowałam się na pomarańczę z imbirem, a Paweł wybrał gruszkę. W końcu jednak musieliśmy się zamienić, bo moje były dla mnie za bardzo pikatne. Czulam tylko imbir, a pomarańczy wcale. Ogólnie były dość dobre, ale nie  tak rewelacyjne, jak te w Città Alta. A do tego były sporo droższe – jedna szpachla 3 euro!

Gdybym teraz miała zdecydować, to wolałabym iść dwa albo trzy razy do kawiarni w górnej części miasta nie próbując ani razu lodów w Biogelato. Jednak wizyta i w tej lodziarni nam się jednak przydała. Od ekspedientów dowiedzieliśmy się o supermarkecie, do którego można dotrzeć idąc wnęką pomiędzy Biogelato, a Vox Restaurant & Lounge Bar. Sami raczej byśmy nigdy go nie odkryli. Tego dnia kupiliśmy w nim przepyszną herbatę Twinings Earl Greyza 2,85 euro oraz wodę 1,5L za 0,22 euro. Kolejnego dnia zdecydowaliśmy się na paczkę Oreo w cenie 0,99 euro oraz będące w promocji ciastka Ringo, za które zapłaciliśmy 1,89 euro oraz herbatę Darjeeling il Viaggiator Goloso za 1,59 euro.

Po zjechaniu kolejką Funicolare na dolną część miasta i kierowaniu się w stronę wypatrzonej drugiego dnia Vox Restaurant & Lounge Bar przy ulicy Viale Papa Giovanni XXIII 94 zdaliśmy sobie sprawę, że właśnie takiego spokojnego dnia spędzonego w Bergamo potrzebowaliśmy. Wreszcie poczuliśmy jego romantyczny średniowieczny klimat i niesamowitą atmosferę. Te lombardzkie miasteczko zdobyło nasze serca i na pewno jeszcze do niego kiedyś wrócimy – chociażby przejazdem. A w samej restauracji za 10 euro zjedliśmy pyszną pizzę hawajską (pierwszy raz jadłam w wersji z krewetkami – coś wspaniałego!) oraz za 6 euro wypiliśmy bergamskie piwo Maiz. Za włoskie coperto  (czyli serwis) zapłaciliśmy 2 euro od osoby. Gdyby robili taką wersję pizzy w Il Fornaio, to byłabym w niebie! :)

MEDIOLAN

Czytaliśmy, że poruszanie się po Włoszech jest naprawdę proste i nie warto przejmować się opóźnieniami, bo to u nich norma. Ale takiego obrotu sytuacji, jaki nas spotkał w drodze do Mediolanu, nigdy byśmy się nie spodziewali. Zgodnie z uzyskanymi informacjami kupiliśmy bilety do Milano Centrale po 5,50 euro od osoby w jedną stronę, które następnie od razu skasowaliśmy zgodnie z instrukcją sprzedawcy w „yellow machine”. To bardzo ważne, aby tę czynność wykonać na dworcu przed wejściem do pociągu, jeżeli nie chcemy otrzymać mandatu.

        

Po sprawdzeniu na tablicy godziny odjazdu naszego środka transportu udaliśmy się na właściwy peron, gdzie już na nas czekał dwupiętrowy pociąg. Od razu skoczyliśmy się na górę, aby stamtąd podziwiać widoki. Ucieszyliśmy się, gdy ruszyliśmy o czasie. Niestety nasza radość nie trwała długo. Zatrzymaliśmy się w Treviglio Ovest i nagle w eter poszła jakaś wiadomość po włosku. Po minach współpasażerów można było odczytać jedno – opóźnienie. No cóż, byliśmy przygotowani na taką ewentualność. Jednak zaczęło się robić niespokojnie, gdy nagle ludzie masowo zaczęli opuszczać pociąg!

W pewnym momencie i my zdecydowaliśmy się wysiąść, aby sprawdzić co się dzieje. Niestety konduktor nie mówił po angielsku, więc tylko pokazał nam kierunek, w którym mamy podążyć. Poszliśmy za tłumem ludzi, aż dotarliśmy do innego pociągu. Tam Paweł od jednego mężczyzny dowiedział się, że mamy podjechać jeden przystanek do głównego dworca w Treviglio, a stamtąd kolejnym pociągiem już do Mediolanu. Stwierdziłam, że nie mamy innego wyjścia, tylko trzymać się innych ludzi. Niestety na głównym dworcu w Treviglio stał już spory tłum, więc raz dwa zgubiliśmy odpowiednie osoby. Według tablicy kolejny pociąg do Mediolanu miał być dopiero za około 1,5h. Było już dosyć późno, więc nie uraczyła nas taka informacja.

W końcu przyjechał inny – do Varese. Pytaliśmy wsiadających do niego ludzi, czy zatrzymuje się on może w Mediolanie. Praktycznie nikt nie rozumiał po angielsku bądź nie znał odpowiedzi na nasze pytanie. Kiedy w końcu od jednej kobiety usłyszeliśmy „yes”, powiedziałam do Pawła, że ryzykujemy – wsiadamy. Usiadłam na pierwszym wolnym fotelu i marzyłam tylko, żeby dojechać. Zostałam jednak zmotywowana przez męża do poszukiwania konduktora w celu upewnienia się czy na pewno dojedziemy tam gdzie chcemy. Na szczęście od pracownika kolei dowiedzieliśmy się, że podjęliśmy dobrą decyzję – jechaliśmy w kierunku Mediolanu.

Usiedliśmy już całkowicie spokojni, gdy zdałam sobie sprawę, że okej – do Mediolanu – ale czy do dworca centralnego? Paweł skoczył szybko uzyskać stosowną informację i okazało się, że do Milano Centrale ten pociąg nie jedzie, ale możemy wysiąść na przystanku Milano Repubblica skąd będziemy mieli już bardzo blisko. Okazało się, że z tej stacji będziemy mieli nawet bliżej do Duomo di Milano. Bardzo ucieszyła nas ta wiadomość, jako że czekał nas spacer po deszczu. Stwierdziliśmy, że tym razem nie chcemy korzystać z komunikacji miejskiej. Osobiście lubię zwiedzać nowe miejsca na własnych nogach, a tu nie mieliśmy wyjątkowo długiego spaceru, więc pogoda nie była nam aż tak straszna. Wiedzieliśmy też, że tamtejsze bilety na pociąg ważne są 6h od skasowania, ale nie byliśmy pewni czy nasz będzie w takim razie dobry na pociąg do Varese. Na szczęście jednak konduktor nie miała do nich żadnych zastrzeżeń po okazaniu ich przez Pawła.

Po dotarciu do Mediolanu skierowaliśmy swoje kroki pod słynną gotycką katedrę z białego marmuru, czyli Duomo di Milano. Padał coraz większy deszcz, więc chcieliśmy jak najszybciej porobić zdjęcia i ruszyć w poszukiwaniu schronienia. Niestety nieustannie przeszkadzali nam natrętni naciągacze rozsypujący ziarna dla gołębi, aby ludzie sobie mogli z nimi robić zdjęcia – a potem żądają od nich za to bodajże 5 euro. Wyobrażacie sobie, że są tak bezczelni, że rzucili nam pod nogi ten pokarm dla ptaków podczas wykonywania zdjęć krzycząc „one minute, one minute!”. Oczywiście od razu się odsunęliśmy, ale zaraz próbowali nas zaczepić kolejni.

Czytałam, że nie ma sensu wdawać się z nimi w dyskusję, więc tylko ich ignorowaliśmy i staraliśmy się robić swoje. W cieplejsze dni również wciskają na siłę bransoletki, za które wymagają potem opłaty. A w taką deszczową pogodę na każdym kroku można było spotkać sprzedawców parasolek, którzy podtykają je nawet osobom, które już mają swoje. Serio…?

Tym razem odpuściliśmy wchodzenie na dach katedry. Wybierzemy się tam jeszcze raz podczas ładniejszej pogody. Teraz mieliśmy też mało czasu, więc szybko ruszyliśmy w kierunku polecanej nam przez Karolinę Bergolc restauracji Fresco & Cimmino. Zdecydowałam się ponownie na pizzę margheritę za 8 euro i kieliszek processo za 6 euro, a Paweł pizzę Crudo di Parma za 9,50 euro oraz colę podaną z cytryną w cenie 3,50 euro. Coperto wynosiło 2 euro od osoby. Moja pizza byłaby naprawdę dobra, gdyby nie trochę spalone brzegi, które mocno psuły smak. Pawłowi nawet smakowała, ale nie tak bardzo jak ta z Il Fornaio.

Piękna pod względem architektonicznym Galleria Vittorio Emanuele II była kolejnym punktem naszej krótkiej wycieczki po Mediolanie.  Odnajdziecie w niej ekskluzywne butiki między innymi Prady, Louis Vuitton, Yves Saint Laurent, Versace czy Gucci. Jednak nawet nie mając w planach zakupów warto wstąpić tam, aby chociaż przez chwilę nacieszyć oko tak wspaniale wykonanym obiektem, robiącym naprawdę ogromne wrażenie. Osobiście nie mogłam przestać się zachwycać ogromną, wysoko wysklepioną przeszkloną kopułą, pokrytymi płaskorzeźbami oraz malowidłami ścianami czy też niesamowitą mozaikową posadzką.

W jednym miejscu pod naszymi stopami odkryć można wizerunek byka turyńskiego. Według legendy wykonanie piętą prawej stopy trzech pełnych obrotów w prawo na jego jądrach przynosi szczęście trwające do końca życia. Oczywiście wypełniliśmy tę tradycję razem z Pawłem, więc teraz czeka nas wieczne szczęście. :D

I chyba nam dopisało – prócz „małego” dwudziestominutowego opóźnienia pociągu już bez problemu wróciliśmy do Bergamo. A w oczekiwaniu na nasz środek transportu podziwialiśmy piękny dworzec centralny w Mediolanie i kupiliśmy pamiątkowy kubek (8 euro). Resztę pamiątek kupiliśmy u miłego pana z dworca kolejowego w Bergamo – za pocztówki zapłaciliśmy po 1 euro, za magnesy w kształcie skutera po 2,50 euro, a ten przedstawiający Bergamo kosztował 4 euro.

Niestety nie udało nam się tym razem zobaczyć w Mediolanie wszystkiego, co zaplanowaliśmy. Tak więc i tam wybierzemy się kiedyś jeszcze raz między innymi, żeby wejść na katedrę, odwiedzić dzielnicę Naviglio, Park Sempione czy Zamek Sforzów. Chociaż nie ukrywam, że najbardziej nie mogę doczekać się wizyty w Varennie nad jeziorem Como. A na razie oboje mamy świadomość, że jedynie musnęliśmy region Włoch jakim jest Lombardia. Jednak na pewno jeszcze tam zawitamy, aby poznać dokładniej tą magiczną i urokliwą krainę. A Wy byliście w tych rejonach? Podzielcie się wspomnieniami i spostrzeżeniami w komentarzach :)

13 komentarzy

  1. Włochy są wciąż w moich podróżniczych planach, być może za rok czy dwa uda się je zrealizować. Mimo pogody mieliście wspaniałą wycieczkę ;) Bo nie biorę pod uwagę Waszych problemów z transportem, bo u Was to już norma, że trafiają się takie przypadki ;)

  2. Dzięki Twojej relacji odświeżyłam w pamięci moja wycieczkę do Bergamo. Miło było powspominać i obejrzeć na zdjęciach znajome miejsca. Nawet degustowałyśmy tę sama pizzę ;) Do Mediolanu nie dotarłam, bo pojechałam na Como, ale zamierzam nadrobić w tym roku. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *