Potwór z Damanor, Wędrowcy Mestyrii, Martyna Goszczycka

Potwór z Damanor. Wędrowcy Mestyrii. Tom I – Martyna Goszczycka

 

Pierwszy tom serii “Wędrowcy z Mestyrii” pod tytułem “Potwór z Damanor. Wędrowcy Mestyrii. Tom I” autorstwa Martyny Goszczyckiej przeczytałam już w tamtym roku w formacie PDF. Wówczas tak mi się spodobała, że podjęłam decyzję o objęciu jej patronatem. Rzadko podobają mi się książki z gatunku fantasy, a tą byłam naprawdę zachwycona.

 

Moją opinię można uznać za mocno subiektywną, z tego powodu, że znam autorkę osobiście. W okresie, gdy pisała niniejszą książkę, spędzałyśmy ze sobą sporo czasu, gdyż pracowałyśmy razem w jednym pomieszczeniu. Jednak właśnie dzięki temu miałam sporo czasu na rozmowy z Martyną na temat tej powieści. Widziałam jej zaangażowanie i upartość, aby “Potwór z Damanor” był dopracowany w najmniejszym calu.

 

W momencie, gdy sięgałam po dzieło Martyny Goszczyckiej bardziej byłam ciekawa jej stylu pisarskiego, aniżeli samej fabuły. Tak jak wspomniałam, nie przepadam za książkami z gatunku fantasy. Z tego powodu również tym razem nie nastawiałam się na to, że mi się spodoba. Okazało się, że ogromnie się myliłam. Historia, jaką stworzyła autorka “Potwora z Damanor” zaabsorbowała mnie do granic możliwości. I faktycznie miałam wrażenie, że każde zdanie jest perfekcyjnie doszlifowane, dzięki czemu kolejne strony wręcz pochłaniałam. Styl pisarski Martyny Goszczyckiej idealnie trafia w mój gust.

 

O samej fabule nie będę za dużo pisać, ponieważ jest to historia, którą warto odkrywać samemu. Zdradzę jedynie, że jest to opowieść między innymi o zielarce Irvette Castire, która potrzebuje pomocy z powodu rozwijającego się u niej tajemniczego schorzenia. Ostatnią deską ratunku wydaje się być człowiek, którego wszyscy nazywają Potworem z Damanor zamieszkujący w mrocznym Lesie Nie Do Przebycia.

 

Ciekawa fabuła, fantastyczne ilustracje, piękne wydanie

 

Gdy teraz sięgnęłam ponownie po książkę “Potwór z Damanor”, tym razem w tradycyjnej formie, moją pierwszą myślą było, na jak świetnym papierze została wydana! Odnoszę wrażenie, że jest naprawdę dobry jakościowo, a do tego przyjemny w dotyku. Wydawnictwo Ridero pod tym względem bardzo się postarało. Kolejne na co zwróciłam uwagę, to ilustracje Łukasza Pollera, który jest też autorem okładki. Wiem, że Martynie zależało, aby wyglądały dokładnie tak, jak w jej wyobraźni i sporo czasu spędziła na tym, aby dobrze opisać mu każdy ich szczegół. W moim odczuciu są świetne, a ponadto bez wątpienia pasują. Idealnie odzwierciedlają to, co Martyna zawarła w tekście. Również mapa oraz kalendarz wykonane przez Łukasza Ciżmowskiego prezentują się bardzo dobrze.

 

Po przeczytaniu ponowie pierwszej części “Wędrowców z Mestyrii” pod tytułem “Potwór z Damanor” tylko się utwierdziłam w tym, że jest to rewelacyjna powieść. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Cieszę się, że objęłam ją swoim patronatem. Z czystym sercem mogę ją wszystkim polecić.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *