Scott Spencer – Miłość bez końca

milosc_bez_konca-muza-ebook-cov

 

Pomimo tego, że już obejrzałam film „Miłość bez końca” postanowiłam przeczytać również książkę na podstawie której powstała ekranizacja. I po raz pierwszy jestem w sytuacji, gdzie film bardziej mi się spodobał od pierwowzoru! Chociaż trzeba zaznaczyć, że prócz tytułu, głównych bohaterów i całkowicie luźnych powiązań książka z adaptacją filmową nie ma nic ze sobą wspólnego. Mam wrażenie, że ekranizacja przedstawia alternatywną wersję życiorysów bohaterów. I ta wersja bardziej przypadła mi do gustu.

 

„Miłość bez końca” jest historią pierwszego związku Jade i Davida. Krótkiego, ale intensywnego. Po wielu ognistych wspólnie spędzonych nocach David nagle dostaje od ojca Jade zakaz zbliżania się do ich rodziny. Ale jak już pod recenzją filmową pisałam – o miłość należy walczyć. Niestety sposób walki Davida jest marny w skutkach, a jego piękna wizja bycia razem z Jade oddala się z każdą chwilą zamieniając się w koszmar.

 

Film mnie inspirował, książka męczyła. Żałuję, że wzięłam ją na wakacje, bo już na nich męczyłam się z nią niemiłosiernie. Miałam nadzieję, że akcja się rozkręci, fabuła zaabsorbuje. Niestety, nic z tych rzeczy. Jedynie fragmenty w których pojawia się Anna, matka Jade, czytało mi się lepiej. Na naprawdę ogromny plus zasługuje opis sceny erotycznej. (Pani James powinna się uczyć od Scotta Spencera!) Ale ogólnie język jakim posługuje się autor jest zbyt ciężki i taki… przymulający.

 

Cieszę się, że ekranizacja tak bardzo różni się od książki, ponieważ zachowania bohaterów stworzonych przez Scotta Spencera mnie zatrważają. Rozumiem – pierwsza, prawdziwa miłość. Namiętność, wybuch wszelakich emocji. Ale, proszę was. To co wyprawiają David czy Jade w głowie mi się nie mieści. Nie pojmuję tego, mimo, że sama w ich wieku byłam naprawdę zakochana. Jeżeli autor chciał napisać coś innego niż typowe romansidło, to dobrze. Ale jednak to co tym razem wymyślił do mnie kompletnie nie trafia. Miałam wrażenie, że Scott Spencer chciał stworzyć dzieło na miarę „Lotu nad kukułczym gniazdem”, ale coś mi się nie udało. Uwielbiam powieści psychologiczne, ale ta wydaje mi się strasznie wymuszona i taka… dziwna. Wiem, że zakochani nastolatkowie są zdolni do wielu rzeczy, ale jakoś jednak nie wierze w taki scenariusz. I nie tu nie chodzi o to, że nie ma happy endu. Tu chodzi o to, że cała historia przedstawiona przez Scotta Spencera jest dla mnie równie bezsensowna jak pobyt w zakładzie psychiatrycznym pewnych osób. Próbowałam się przekonać do tej pozycji na tysiąc sposób, ale nie potrafię.

 

Wiem, że są osoby, którym ta książka się podoba, a film wręcz przeciwnie. Ja jestem tu chyba takim wyjątkiem. Tak więc, jeśli chcecie to sięgnijcie po książkę Scotta Spencera i sami zdecydujcie co myśleć o przedstawionej przez niego historii Davida oraz Jade.

7 komentarzy

  1. Też kiedyś spotkałam się z taką sytuacją, gdzie to ekranizacja była dla mnie lepsza od książki. Muszę przyznać, ze to dość dziwne uczucie. Chętnie obejrzę film, ale mniej chętnie przeczytam książkę.
    A ta moja dziwna sytuacja była związana z książką pt. ‚Charlie’. :) Do tego zdziwiłam się jak zobaczyłam, że autor ksiazki jest zarazem reżyserem filmu.

  2. Oglądałam film i bardzo mi się spodobał. Z tymże ja bardziej się skupiłam na zachowaniu ojca niż na młodzieńczej miłości. Książki jednak bym nie przeczytała. Dobrze, że przeczytałam Twoją recenzję. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *