Srebrna łyżeczka, Magdalena Witkiewicz

Srebrna łyżeczka – Magdalena Witkiewicz

 

Bardzo trudno jest mi zebrać się w sobie, aby napisać recenzję książki “Srebrna łyżeczka” Magdaleny Witkiewicz. Uwielbiam książki tej autorki, ale jednak tu zdecydowanie coś poszło nie tak. Chociaż sama okładka tej powieści nieustannie mnie zachwyca, to po przeczytaniu jej treści wciąż czuję rozczarowanie. Historia zawarta na jej łamach miała potencjał, ale niestety w moim odczuciu nie została odpowiednio doszlifowana. Czytając ją czułam się tak, jakbym czytała pierwszą, wstępną wersję. Zarys zaledwie, nad którym warto dłużej popracować.

 

Lidia nie miała łatwego dzieciństwa. Sytuacja w jakiej się znalazła, sprawiła, że była zmuszona naprawdę szybko dorosnąć. Jej życie jeszcze bardziej przyśpieszyło, gdy poznała Konrada. Początkowo wydawało się, że dziewczynie wreszcie wszystko zaczęło się układać. Jednak dosyć szybko okazało się, że brak beztroskiego dzieciństwa i okresu nastoletniego, potrafi mocno odbić się na rzeczywistości.

 

“(…) na wszystko w życiu musi przyjść czas. Jeżeli ktoś czegoś w swoim życiu nie przejdzie, potem ma pewnego rodzaju braki. Ona tak naprawdę dopiero zaczęła żyć. Zachłysnęła się wolnością.”

 

Będąc dorosłą kobietą otrzymuje list od nieznajomej kobiety, która postanawia przepisać jej w spadku własne mieszkanie. Informuje, że adres posiada, ponieważ kiedyś znała jej matkę. Lidia początkowo jest sceptycznie nastawiona do całej tej sytuacji, jednak postawia do niej zadzwonić, aby wszystko wyjaśnić. Jednak na jednym telefonie się nie skończyło, a z każdym kolejnym przyjaźń między kobietami coraz bardziej się rozwijała.

 

Książkę “Srebrna łyżeczka” czyta się naprawdę szybko, ale szkoda, że nie idzie to w parze z przyjemnością z lektury. Najbardziej drażnił mnie w tej powieści styl w jaki Magdalena Witkiewicz ją napisała. Nie rozumiem sensu przedstawiania tych samych sytuacji z perspektywy drugiego bohatera, jeżeli jego przemyślenia nic nowego nie wnosiły do historii, a jedynie były powtórzeniem tego, czego już się wcześniej czytelnik dowiedział. Mocno kłuło mnie też w oczy częste używanie słowa “niemalże”, jakby nie istniało dla niego żadnego synonimu. Wisienką na torcie było pomylenie imion bohaterów pod koniec książki.

 

“Wielokrotnie później zatrzymywałam się przed tym zdjęciem, wiszącym na ścianie w salonie, by popatrzeć, jak łatwo zatrzymać w kadrze szczęście. Szkoda, że w życiu zatrzymanie szczęścia było dużo trudniejsze.”

 

W moim odczuciu Magdalena Witkiewicz miała ciekawy pomysł na tę książkę. Niektóre aspekty i motywy, na które zwraca w niej uwagę, bardzo mi się spodobały. W pewnych momentach widać też, że autorka zrobiła odpowiedni research. Szkoda tylko. że ostatecznie “Srebrna łyżeczka” została napisana tak, jakby gonił deadline. Gdyby poświęcić więcej czasu na jej dopracowanie, to myślę, że wyszłaby z tego naprawdę cudowna powieść.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *