Kolorując codzienność #5 – Sesja, powrót do dzieciństwa i bańki mydlane

_MG_7486a

Jeżeli miałabym wskazać moment, kiedy najbardziej skupiam się na kolorowaniu codzienności, to zdecydowanie byłby to okres sesji. Kocham swoje studia. Marzyłam o nich praktycznie od zawsze. Jednak perspektywa spędzania mniej więcej dwóch miesięcy na zasadzie praca-nauka-spanie powoduje, że wpadam w „dołka”. Nie lubię rutyny i monotonni w swoim życiu. Uwielbiam jak coś się dzieje. Uwielbiam czuć, że naprawdę żyję, a nie tylko wegetuję. Sesja letnia jest zdecydowanie trudniejsza do przetrwania. Piękna pogoda kusi, zdjęcia znajomych  a zdjęcia na wakacjach nie do końca pomagają. Chociaż trochę tak, bo ma się większą motywację, żeby się spiąć, zdać wszystko szybko i samemu wreszcie gdzieś pojechać wygrzać tyłek na plaży.

_MG_7482a

_MG_7485aPrzez pierwsze dwa lata całkowicie poświęcałam się nauce i pracy w czasie sesji. Odcinałam się wówczas od całego świata, wszystkim na około mówiłam „nie teraz, mam sesję”. Kończyło się to zawsze moją frustracją, płaczem i bezsilnością. Możecie się domyślać, że egzaminy wcale mi tak rewelacyjnie nie szły, więc pojawiały się też na horyzoncie wrześniowe poprawki. Prawie nie spędzałam czasu z rodziną ani przyjaciółmi. Praktycznie nigdzie nie wychodziłam. Zaniedbywałam bloga. Przez to wszystko traciłam motywację i wiarę, że to co robię ma w ogóle sens.

_MG_7481a

Moje podejście do sesji zmieniło się na trzecim roku, kiedy zmieniłam towarzystwo na studiach. Zaprzyjaźniłam się z niesamowitą i niezwykle ambitną dziewczyną, która przypomniała mi, że najważniejsza w życiu jest równowaga. Nauka, szczególnie ta wspólna, stała się o wiele przyjemniejsza, oceny nagle zaczęły być coraz bardziej zadowalające, a moje życie prywatne coraz mniej cierpi na tym, że mam sesję! Co więcej – w mojej głowie pojawiły się kolejne cele długodystansowe, do których zaczęłam już teraz sukcesywnie, małymi kroczkami dążyć! Moja ambicja zdecydowanie wzrosła. Taki mały, może nawet nic nieznaczący przykład –  chociaż mam warunek z angielskiego i zdaję sobie sprawę, że mój poziom nadal nie jest zbyt dobry, to wzięłam dodatkowy przedmiot na czwartym roku… po angielsku. Chcę opanować w końcu ten język, a to będzie dla mnie dodatkowa motywacja. Szczególnie, że dotyka gałęzi prawa, który lubię.

_MG_7495a

Zauważyłam, że w przerwach od nauki na egzaminy, lubię powracać do dzieciństwa. Czytam książki młodzieżowe, oglądam bajki (z czego wyjątkowo cieszy się mój mąż) i spędzam czas w taki sposób jak kochałam to robić w dzieciństwie  – maluję,  fotografuję, gram w gry planszowe czy… puszczam bańki mydlane.

_MG_7496a_MG_7497a

Jak już pewnie doskonale wiecie, uwielbiam też długie spacery po Warszawie. Najczęściej po egzaminie chodzę nad Wisłę. Ale nie na słynne schodki, lecz na cichy cypel po jej prawobrzeżnej stronie. Tam mogę odpocząć, wyciszyć się i zregenerować siły do dalszej nauki. Czasami mam tyle materiału do opanowania na jeden egzamin, że po nim muszę „zresetować mózg”, żeby pojąć cokolwiek z kolejnej porcji wiedzy. Spacery w tamto miejsce w jakiś sposób mi w tym pomagają.

_MG_7477a

Jednak ostatnio wybraliśmy się z mężem do jednego z warszawskich parków. Podobno zieleń dobrze wpływa na oczy, a ja o nie muszę wyjątkowo dbać. Kilka lat temu P. będąc w sklepie spontanicznie kupił bańki mydlane. Na pewno nie bez znaczenia był kolor i umieszczone na nich naklejki ze Smerfami. Muszę się Wam przyznać, że dawno ich nie używaliśmy. Aby Was utwierdzić w przekonaniu jak dawno – okazało się ostatnio, że zostały one w mieszkaniu u mamy P. Nie zabraliśmy ich podczas przeprowadzki! Teraz musimy to nadrobić. Nie ma co tracić czasu, więc przy najbliżej okazji zabraliśmy je ze sobą.

13396982_1008735102497073_398887422_o

Same puszczanie tęczowych pęcherzyków powietrza z mieszanki wody i mydła bądź ich obserwowanie sprawia, że człowiekowi robi się przyjemnie. Łapanie mieniących się kolorami baniek albo dostrzeganie w nich odbić pięknych widoków też jest niesamowite i sprawia naprawdę dużo frajdy. Uśmiech momentalnie pojawia się na twarzy, a w oczach widać szczerą radość. Dla mnie jeszcze większym szczęściem był widok małej dziewczynki, która po raz pierwszy w życiu widziała bańki! Akurat w momencie, kiedy je puszczałam przechodziły dwie panie z może rocznym maleństwem w wózku. Gdy usłyszałam, jak jedna z nich powiedziała do niej „popatrz, to bańki, nigdy takich nie widziałaś jeszcze”, zaczęłam więcej ich puszczać w stronę tej słodkiej istotki. Widok dziecięcej radości jest bezcenny! Prawie tak samo jak widok męża mówiącego „Daj mi popuszczać jeszcze trochę! Ja też chcę się tak pobawić”. Nawet nadchodząca burza nie była mu wtedy straszna, chociaż zawsze przeżywa jak tylko ciemne chmury się na niebie pojawią.;)

_MG_7498a

I zgadzam się z chłopakiem, który mijając nas powiedział (oczywiście z takim przekąsem) do swoich kolegów „myślałem, że bańki są tylko dla dzieci”. Tak! Są dla dzieci. Ale każdy z nas, niezależnie od wieku, ma w sobie ciągle coś z dziecka. I nie możemy pozwolić, żeby ta cząstka nas umarła! Dla mnie bańki zawsze będą piękne i fascynujące. Nawet jak będę miała wnuki to z chęcią będę z nimi bawiła się bańkami. Jeżeli nie wierzysz mi jaka to świetna zabawa, to spróbuj i się przekonaj.

_MG_7505a

Bańki mydlane są ulotne jak chwile w naszym życiu. Nawet podczas sesji warto je dostrzegać i doceniać. Nie jest dobrym pomysłem odcinanie się od świata jedynie z powodu nauki. Czasami rzeczywiście trzeba się na niej skupić czy poświęcić trochę więcej czasu niż zawsze. Ale nie ma co przesadzać. Nawet w trakcie sesji świat nie kończy się na przygotowywaniu do egzaminów. Nie możemy pozwolić ulecieć swoim marzeniom jak bańkom, bo w końcu prysną i będziemy nieszczęśliwi, że nie zdążyliśmy ich spełnić. Jednak pamiętajmy przy tym wszystkim o równowadze. Czasami trzeba odpuścić… ale o tym innym razem.;)

_MG_7474a_MG_7507a_MG_7502a

14 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *