Kolorując codzienność #3

_MG_1673a

Każdy z nas nie raz już w życiu słyszał, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia.  „Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi” – tak brzmi stara mądrość ludowa, którą warto zapamiętać. Nie wiem jak dla was, ale mi osobiście jednak było ciężko wprowadzić ją w życie.

Zawsze uwielbiałam nocne podjadanie. Kochałam wieczorne seanse filmowe z paczką chipsów, albo i dwoma. Na kolację czekałam z utęsknieniem. No chyba, że rodzice prosili mnie o jej przygotowanie… wtedy to już mniej.;) Ale śniadania? „Mamo! Jest już późno! Jakie śniadanie?! Nie mogę spóźnić się do szkoły!”… i już mnie nie było. Wcześniej wstać? Chyba sobie kpisz. Łóżko mnie kochało tak bardzo, że nie chciało mnie wypuścić do ostatniego momentu, do chwili kiedy zegar mówił „Jak teraz nie wstaniesz, to będziesz miała przekichane na pierwszej lekcji”. Czasami ugryzłam dwa razy kanapkę, wypiłam trzy łyki herbaty. Ale dni, kiedy zjadałam całe śniadanie były świętem. Teraz czuję się z tym podle, bo wiem, że same ich przygotowanie było dla mamy wysiłkiem. W tym miejscu chciałam mamę, za to bardzo mocno przeprosić.

_MG_1166a

Jednak po przeprowadzce do Warszawy było podobnie. A raczej jeszcze gorzej. Śniadanie kompletnie wykluczyłam ze swojego jadłospisu. Pierwszy posiłek jadłam dopiero na przerwie w pracy. Składał się on z dwóch małych jogurcików. Obiad? Zupka chińska. Kolacja? Może jakieś kupne pyzy z mięsem? W międzyczasie oczywiście batoniki, wafelki i chipsy. A no i nie zapominajmy o McDonaldzie. Wszystko zmieniło się dopiero po poznaniu Pawła. Kiedy zobaczył jak wygląda moje odżywianie… zwyczajnie się przeraził. I wcale mu się nie dziwie. Sama jestem w tym momencie w szoku jak mogłam tak strasznie nie dbać o swoje zdrowie!

_MG_1174aW pracy Paweł zaczął wciskać mi kanapki, zaczął mnie zabierać do swojego domu na obiady. Razem ze swoją mamą starali się doprowadzić do tego, żeby wreszcie zaczęła normalnie jeść. To nie było dla nich proste. Prawie nic mi nie smakowało, ciągle wybrzydzałam. Tu też należą się przeprosiny dla mamy Pawła, która starała się jak mogła, a ja kręciłam ciągle nosem. W końcu jednak moje kubki smakowe zaczęły się przyzwyczajać, a potrawy na które wcześniej nie mogłam patrzeć nagle mi posmakowały. Wreszcie zaczęłam też u Pawła nocować, ze względu na lepszy dojazd do szkoły. Wtedy wyszedł na jaw mój problem śniadaniowy. To była prawdziwa walka. Paweł z mamą kombinowali co mi dać, żebym zjadła cokolwiek, a ja ciągle mówiłam „dla mnie jest za wcześnie, ja nie jem o tej porze, mój żołądek jest zaciśnięty, nie mogę.”. I niestety to była prawda. Do tego doprowadziłam sama swoim niejedzeniem. Dlatego te dwa jogurciki w pracy wystarczały mi na wiele godzin. Powoli jednak mój żołądek zaczął przyswajać małe poranne porcje jedzenia. W międzyczasie zaczęłam trenować z Pawłem – mój apetyt się poprawił i w końcu doszło do sytuacji, kiedy wstawałam rano głodna! A pierwszą moją myślą było śniadanie! Mam ponadto takie szczęście, że jestem z porannym ptaszkiem, który – za czym ja otwierałam dopiero jedno oczko – zdążył przygotować dla nas pyszne i kolorowe śniadanie. I to jest główny temat tego postu. Śniadanie, które potrafi pokolorować codzienność. Ale myślę, że ten wstęp był niezbędny. Chciałam, żebyście zobaczyli jakie szczęście może wam dać coś, co chcecie czasami wyrzucić ze swojego życia. A także to jak z czasem potrafią zmienić się nasze nawyki! To wszystko jest kwestią czasu i naszego własnego nastawienia oraz chęci. Czasami warto też przyjąć pomoc, którą oferuje wam druga osoba.

Zaręczyny Oli i Pawła

Ja dzięki Pawłowi pokochałam śniadania. To nie była prosta droga również dlatego, że mało co z typowych śniadań mi smakuje – nie przepadam za kanapkami, a na widok owsianki momentalnie się krzywię i po jednej łyżce oddaje Pawłowi swoją porcję. Jednak powoli skomponowaliśmy listę produktów, które sprawiają, że każdy poranek witam z szerokim oraz szczerym uśmiechem! Staramy się, aby każde śniadanie było kolorowe, pyszne i niecodzienne. Wiadomo, nie zawsze jest na to czas, ale przynajmniej od czasu do czasu warto się przygotować. To też doskonały pomysł na zaskoczenie bliskiej osoby z samego rana! Pamiętajcie – czasami wystarczy namalowany uśmiech czy serce na kanapce ulubioną konfiturą! Ja za każdym razem już z samego rana mam pokolorowany cały dzień, kiedy Paweł przygotowuje mi jakieś nową wymyślną kompozycję śniadaniową.;) Tak, tak – również ja mam czasami ochotę mu coś podobno przygotować. Ale jeszcze nie doszłam do momentu, kiedy wstawałabym wcześniej od niego.;) A jak wyglądają nasze śniadania…?

101_0437

1. Po pierwsze owoce! Nie wyobrażam sobie bez nich mojego dnia. Jednak podobno należy jeść je tylko do godziny 12:00 bądź 15 – różnie słyszałam. Tak więc według mnie są idealne na pierwsze bądź drugie śniadanie. W moim przypadku zarówno na jedno, jak i drugie.;)

_MG_1655a

2. Warzywa – tu mogą pojawić się również kanapki ze świeżymi warzywami takimi jak ogórek i pomidor – których podobno nie wolno łączyć, sałata czy rzodkiewka. Mmm, aż ślinka cieknie! A w czasie zimy Paweł postanowił od czasu do czasu stworzyć grzybka… z pomidora i jajka! To jedyny muchomor jaki nie jest trujący, a wręcz przeciwnie!;)

Zaręczyny Oli i Pawła

3. Jajka – o których wspomniałam już wyżej. Uwielbiam szczególnie białko! Żółtko toleruję w jajecznicy, jajku na twardo czy sadzonym. Nie cierpię w jajku ugotowanym na twardo! Bleeh!

_MG_1188a

4. Na śniadanie uwielbiamy też z Pawłem robić bananowe pancakesy – są pyszne, niedrogie, łatwe w przygotowaniu, a do tego syte! Czego chcieć więcej?

100_4985a5. I ostatni, najmniej lubiany przeze mnie pomysł na śniadanie. Jednak są takie dni, kiedy potrafię całą miskę zjeść z ogromną ochotą i smakiem! Mowa tu o twarogu półtłustym z owocami i jogurtem naturalnym. Paweł czasami dodaje także bakalie i owoce suszone. Ja jednak te produkty wolę podjadać osobno. Zresztą jak wszystko inne – osobno, a w przypadku warzyw najlepiej na surowo. Tak w ogóle wiecie jak wyglądała kiedyś moja kanapka? Mortadela z ketchupem. Nie wierzycie? Spytajcie mojej mamy!;)

_MG_1648a

9 komentarzy

  1. Ze śniadaniami mam ten problem, że jak już sobie naszykuje to odechciewa mi się jeść. W efekcie wypijam najpierw kawę a później jem śniadanie. Ja zamiast twarożku lubię serek wiejski na słono z warzywami

  2. Żółwik z kiwi skradł moje serce:) Zrobię takiego dla synka. A jeśli chodzi o śniadanie, masz rację – to najważniejszy posiłek dnia. U mnie ta wiedza nie zawsze idzie w parze z rzeczywistością. Zdarza mi się śniadanie pomijać, chociaż ostatnio bardzo się pilnuję, aby tego nie robić. Wspaniale, że na Twojej drodze pojawił się ktoś tak wspaniale o Ciebie dbający :) Zresztą śniadania we dwoje smakują najlepiej!

    1. Bardzo się cieszę. Daj znać jaka była reakcja syna i czy jemu też się spodobał. :) U mnie gdyby nie Paweł to chyba nadal byłby problem z jedzeniem śniadań. :D I to prawda – ogólnie wszystkie posiłki we dwoje smakują najlepiej! :)

  3. Ja miałam podobny schemat żywieniowy (a właściwie dietetyczny…). Na całe szczęście sama dojrzałam do normalności, czyli regularnego spożywania wartościowych posiłków. Najważniejsze to umieć wypracować w sobie dobre i zdrowe nawyki żywieniowe. Nie ma to większego znaczenia czy wypracujesz je sama, czy ktoś naprowadzi Cię na właściwe tory (tak jak to w Twoim przypadku).

  4. My staramy się zawsze jeść śniadanie, a jeśli już nie mamy czasu na przysłowiową kanapkę, owsiankę, czy pudding – łapiemy w locie sok. To zdecydowanie lepsza opcja, niż wychodzenie z domu bez niczego.
    PS. Zapraszam do nas, zajdziesz tam też post z super przepisami na śniadania, a już wkrótce na super soki i koktajle :)

    POzdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *