Szukając szczęścia

_MG_1484a

Jakiś czas temu rozmawiałam z koleżanką o mojej ciszy na blogu. W pewnym momencie zadałam jej pytanie –  jak pisać o szczęściu kiedy ma się ochotę tylko płakać?

 

Niestety taka jest prawda. Mam wrażenie, że w moim życiu pojawił się efekt domina. Nie chcę pisać tu o szczegółach, bo to dla mnie zbyt osobiste. W każdym razie taką wisienką na tym niezbyt apetycznym torcie stała się dla mnie bardzo bliska mi osoba. W pewnej chwili zostałam tak bardzo przez nią zraniona, że straciłam całą radość życia jaką w sobie miałam. Czuję się do tej pory oszukana tak jak nigdy wcześniej.

 

I teraz, każdego dnia, próbuję tę radość w sobie odzyskać. Stać się na nowo szczęśliwą. Nabrać siły i chęci do działania. Energii, która jeszcze nie tak dawno po prostu mnie przepełniała. Nie jest to proste, ale wiem, że w końcu mi się uda. Nie poddam się mimo całego cierpienia, które mi towarzyszy ostatnio w każdej minucie życia.

 

Mówi się, że przyjaciele są jak anioły – podtrzymują Cię, gdy Twoje skrzydła opadną. I to właśnie dzięki nim zaczęłam na nowo rosnąć w siłę, żeby zburzyć tę ścianę, która wyrosła przede mną. Rozmawiałam z nimi dzień w dzień, zwierzałam się z każdej emocji jaka mi towarzyszyła.  A oni zagadywali mnie na inne tematy, żebym zaczęła wreszcie myśleć też o czymś innym. Dochodzili też znajomi, którzy pytali mnie o moje małżeństwo, studia i inne rzeczy, które działy się w moim życiu.  No i oczywiście rodzina, a w tym Paweł, który jest najwspanialszym mężem na świecie. Ich wsparcie jest nieocenione, nawet jeśli nie do końca wiedzą co dokładnie się we mnie dzieje. To ci wszyscy ludzie przypomnieli mi o tym, o czym przecież sama ciągle pisałam na blogu. Koloruj codzienność! Weź wreszcie te kredki i każdego dnia coś pokoloruj. I tak każdego dnia staram się na nowo pokolorować swoje życie.

 

Przez długi czas wracałam z pracy i od razu kładłam się do łóżka i cały czas tylko spałam. Prawie zawaliłam przez to poprawki na studiach. Ostatkiem sił udało mi się w końcu jedną zaliczyć. Ale potem znowu nie widziałam sensu w jakimkolwiek działaniu. Nie chciało mi się dosłownie NIC. Wmawiałam sobie, że to przemęczenie po weselu, podróży poślubnej i poprawkach. Ale prawda była niestety inna i wiedziałam, że jeśli nic z tym nie zrobię to będzie coraz gorzej i niebezpieczniej.

 

„Robię krok w tył, by zrobić dwa do przodu
Mam odwagę, by przyznać się do błędu
Schodzę suchą nogą z pękającego lodu
Bo wiem, że nie warto jest biec bez odwrotu.”*

 

Zaczęłam czytać swoje stare pamiętniki. Zobaczyłam, że wiele emocji jakie mi towarzyszą dziś towarzyszyły mi wiele lat temu. To był punkt wyjścia. Zaczęłam wspominać. Pojechałam do domu i siedziałam w swoim pokoju, który zawsze był moim azylem i myślałam o tym, jaką drogę przebyłam przez te wszystkie lata. Jaka zmiana we mnie od tamtej pory nastąpiła. I stwierdziłam, że to jest to. Muszę na nowo tę drogę przebyć. Powróciłam do swoich miłości i pasji, które wtedy się narodziły. Westlife, Bollywood, Eldo, rap, koncerty, książki, prawo, treningi, spacery, Warszawa, Wisła. Wszystko po kolei co tylko mi się przypominało. I zamiast wracać z pracy do łóżka, to wracałam do swoich pasji. Ponadto zaczęłam na nowo zachwycać się małymi rzeczami – piękną pogoda, cudownym zachodem słońca, złotą jesienią, smakiem gorącej czekolady, ta magia kiedy przytulam się do męża… Wreszcie dzięki temu wszystkiemu trafiłam na dramę koreańską, którą zaczęłam oglądać jeszcze przed poznaniem Pawła, ale zawsze coś stało na drodze, żebym ją skończyła. Kilka dni temu obejrzałam ostatni odcinek. Powiem wam szczerze, że piękniejszej historii w życiu nie poznałam! Ale stało się coś jeszcze… Tak się wkręciłam przez tą dramę w Koreę Południową, że teraz ciężko mi się nad czymś innym skupić, bo tylko wszystko co z nią związane w głowie mi tkwi!;) A moje serce przez ten czas odpoczywa, a rany na nim powoli goją..

 

Trzeba mieć odwagę, by zamiast biec zacząć cofać
I mimo rozdartych serc, wszystko zbudować od nowa.”*

 

Pisze o tym wszystkim dopiero teraz, bo dopiero zaczęłam zdawać sobie sprawę jak podświadomie mój umysł działa, aby pokonać smutek który we mnie tkwi. W ten sposób mój organizm bronił się przed tym, żebym to wszystko wytrzymała i miała siłę z  tym walczyć. Chodzi o to, że jeśli ktoś nie potrafi nas docenić i pokazuje jak mu zależy, to należy po prostu odpuścić.  I zrozumieć, że świat na tym „ktosiu” się nie kończy.

 

„I dobrze wiesz, bo znasz swą siłę na wylot.
Co by świat Ci nie zrobił, tam zawsze będzie się paliło.”**

*Diox / The Returners feat. Pelson – Kroki 

**Eldo – Powinnaś

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *