O tym, że Paweł mnie potrafi zaskakiwać jak nikt inny pisałam już jakiś czas temu na fanpage’u (Ps. Na zdjęciach możecie zobaczyć, koniec końców założyłam zupełnie co innego;)). Szczerze mówiąc, byłam pewna, że będzie to tylko taki jednorazowy wpis. Jednak Paweł wkrótce zaskoczył mnie jeszcze bardziej. Ale to jeszcze nic. Ostatnio przeszedł samego siebie! Byłam w szoku bardziej niż po zobaczeniu oceny 4,5 z Powszechnej historii państwa i prawa.
Wiele osób, kiedy dowiaduje się o naszym ślubie, pisze do mnie wiadomości w stylu „nie wiedziałam, że jesteś zaręczona!”. Odpowiadam krótko – „bo nie jestem”. Szok! Wiem, wiem. Ale wyjaśnię wam wszystko w odpowiednim momencie.;) Teraz istotne jest to, że zaręczyny miały być mimo wszystko dla mnie niespodzianką. Niestety jestem już taka, że zwracam uwagę na szczegóły, drobne detale i prawie zawsze niespodzianki przez to psuję. Tym razem też domyśliłam się, że 3 października, w naszą 3 rocznicę powiem „tak” i stanę się narzeczoną. Byłam pewna. Szczególnie kiedy na moje pytanie „Kiedy odbieramy obrączki?” (razem z pierścionkiem – tak wyszło – o tym też opowiem) odpowiedział „Noo… jak najszybciej, bo przecież niedługo rocznica”. Zaraz po tym zdał sobie sprawę, że się przypadkowo spalił, ale uświadomiłam go, że i tak się domyślałam. Taka cFana bestia ze mnie.

Obrączki mogliśmy dopiero odebrać w dniu rocznicy, bo u jubilera mieli lekkie opóźnienie. Niestety na miejscu okazało się, że pierścionek jest o dobre pół rozmiaru za duży. Nie czułam zawodu, lecz było mi szkoda Pawła, że się tak starał, wszystko na pewno przygotował, a tu nagle przez „pół rozmiaru” wszystko poszło na marne.
Niczego nie domyślałam się nawet kiedy okazało się, że mój brat ma na wieczór inne plany, a nie robienie nam zdjęć podczas pobytu w restauracji. Byłam pewna, że pewnie to taka zmyłka i pojawi się tam niedługo po nas. Ale się nie pojawił. Kiedy rozmawiałam o tym później z Pawłem przyznał się, że nic z nim nie uzgadniał i miał mu to zaproponować po wyjściu od jubilera. To byłoby dziwne, bo przecież wiedział doskonale, że Arek miał swoje plany i z nim zawsze trzeba wszystko wcześniej ustalać. Ale wyjątkowo znowu niczego się nie domyślałam.
Ostatnio wróciliśmy przypadkiem do tematu zdjęć i wiecie co nagle usłyszałam?
– Wiesz co, tak naprawdę to nie chciałem Ci się oświadczyć w rocznicę
– A… ale… jak to?
– No po prostu. Chciałem zrobić to w inny dzień. Od początku.
– Tt… to… czemu od początku dawałeś mi do zrozumienia, że mi się wtedy oświadczysz?
– A tak, żeby Cię zmylić i zaskoczyć (tu pojawia się jego najszerszy na świecie uśmiech)
Jak myślicie, udało mu się mnie zaskoczyć?
Ps. Nie, nie zaręczyliśmy się.;) Czeka mnie prawdziwa niespodzianka. Nie wiem kiedy, nie wiem gdzie, nawet nie wiem w jaki sposób.
Zdjęcia:
Jeeezuuu tyle emocji już myślałam że na prawdę się oświadczył :p jestem ciekawa co wymyśli :p
Szczerze mówiąc, pisząc to nie zdawałam sobie, że to tak brzmi… :D Dopiero koleżanka mnie uświadomiła wiadomością na facebooku „To w końcu Ci się oświadczył czy nie?” :D
Czegoś tutaj nie rozumiem, Olu. Ramy czasowe – nie było oświadczyn, a tak po prostu uzgodniliście, że się pobierzecie, a później będą zaręczyny? Chcieliście tak inaczej zrobić? Ciekawy pomysł. Tylko nie ma tego prawdziwego elementu zaskoczenia, bo skoro się pobieracie i wiesz, że Ci się oświadczy oficjalnie, da pierścionek i zapyta: Czy będziesz moją żoną? Skoro zna odpowiedź i datę ślubu macie ustaloną. Każdego dnia może Ci się oświadczyć, a Ty będziesz tylko żyła tym, kiedy to będzie, bo nie będziesz mogła się doczekać. Ciekawy przypadek. Skąd się wziął taki pomysł? :)
Wszystko wyjaśnię po oświadczynach, obiecuję. ;)
Ale przepiękne zdjęcia! Uwielbiam patrzeć na zakochane pary. Sama niedawno przechodziłam przez to samo z moim obecnym mężem. To cudowny, pełen euforii stan. Dziś już nasze uczucie nie jest tak porywające, ale nadal się kochamy:)
Ciekawa jestem tej niespodzianki. Mam nadzieję, że jak przyjedzie co do czego, to pochwalisz się przed nami :)
Może to trochę naiwne, ale marzę, żeby moje i Pawła uczucie było do końca takie porywające :)