Macocha – Natasza Socha

Macocha, Natasza Socha

Macocha – Natasza Socha

 

Ostatnio w moje ręce trafiła książka Nataszy Sochy pod tytułem „Macocha”. Autorka zdążyła już zdobyć moje serce przede wszystkim powieścią „Pokój kołysanek”. Z tego tez względu sięgam po jej kolejne książki w ciemno. Nie mogłam doczekać się, kiedy będę mogła zapoznać się z kolejną historię spod jej pióra. Tuż przede mną pozycję tę przeczytała moja przyjaciółka, która była nią bardzo rozczarowana. Nie mogłam uwierzyć, że jest aż tak źle, więc zabierając się za jej lekturę z pozytywnym nastawieniem. Niestety opuściło mnie już po kilku pierwszych stronach.
 
 
Całą historię Natasza Socha opisała w formie pamiętnika z perspektywy trzydziestoletniej Romy, która jest żoną weterynarza Bruna. Ich sielskie małżeństwo zakłóca nagłe wprowadzenie się do nich czternastoletniej Kasi – córki Bruna z jego pierwszego małżeństwa. Dziewczyna ma silną osobowość, nie boi się wyrażać swojego zdania, ale jednocześnie jest bardzo ciepłą osobą, zawsze stającą w obronie innych osób. To bohaterka, której nie da się nie polubić. W przeciwieństwie do głównej bohaterki powieści.
 

Relacja pasierbica – macocha

 

Jestem świadoma, że ciężko jest zaakceptować nastoletnią córkę z poprzedniego związku swojego męża, ale Roma nawet nie próbowała polubić Kasi. Od razu skreśliła dziewczynę, obmyślając jednocześnie plan, jak szybko się jej pozbyć. Z góry postawiła na niej krzyżyk i to głównie ze względu na wygląd. Oceniała ją tak naprawdę jej wcale nie znając.
 
 
Rozumiem, że autorka chciała wykreować bohaterkę, która nie lubi dzieci, ale niestety chyba już za daleko popłynęła i to w bardzo złą stronę. Nie znoszę kiedy autor swoimi słowami może spowodować u czytelnika jakiekolwiek kompleksy. Niestety Natasza Socha w książce „Macocha” robi to już od pierwszych stron. Stworzyła postać, która uważa, że Kasia to pospolite imię i nieustannie podkreśla, że jej pasierbica ma cerę pokrytą młodzieńczym trądzikiem bądź ma krzywy nos. Roma wszystko krytykuje, we wszystkim i wszystkich dostrzega same najgorsze rzeczy. Odnoszę wrażenie, że nie ma żadnych zalet.
 
 
Niby główna bohaterka jest już dorosła, a zachowuje się gorzej niż niejedna nastolatka w okresie buntu. Zapiski z pamiętnika Romy ukazują ogromną niedojrzałość i infantylność bohaterki. Wiadomo, ktoś może nie mieć instynktu macierzyńskiego, ale wymagać, żeby dzieci nie miały wstępu tam gdzie akurat ta osoba ma ochotę być – to już przesada. Tak samo jak nazywanie ich „potworami” albo „insektami”. Nie wspominając już używaniu określenia szczerbata w stosunku do dziecka, któremu jeszcze nie wyrosły wszystkie zęby. A zdania, że niektóre dzieci przez większość swojego życia powinny siedzieć w słoikach albo, że dzieciobójstwo nie powinno być tak surowo karane, to chyba jakiś mocno nieśmieszne żarty.
 

Niewykorzystany potencjał

 
Moim zdaniem książka nie była w żadnym wypadku zabawna. Nawet ogłoszenia parafialne, które miały być śmieszne, wywołały we mnie jedynie poczucie zażenowania. Cieszę się, że książkę szybko się czyta i wystarczył niecały jeden dzień, abym ją zmęczyła. Lektura tej pozycji bowiem nie była przyjemnością. Marzyłam, abym jak najszybciej dotarła do ostatniej strony. Szkoda, że potencjał ciekawego pomysłu na fabułę, w której został poruszony aspekt relacji między pasierbicą a macochą, nie został przez Nataszę Sochę wykorzystany. Spodziewałam się zdecydowanie czegoś lepszego.
 
 
Dobrze, że „Macocha” to wznowienie książki napisanej przez Nataszę Sochę w 2004 roku. Obecnie autorka pisze zdecydowanie lepsze książki. Co więcej „Pokój kołysanek” uznałam za najlepszą pozycję, jaką przeczytałam w 2018 roku. Oby więcej takich pozycji w dorobku literackim Nataszy Sochy i ani jednej więcej takiej jak „Macocha”.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *