Dominika Szałomska – Demon żądzy

Należę do osób, które uważają, że marzenia są po to, aby je spełniać. Nie rozumiem wiecznie narzekających ludzi, którzy tylko siedzą na kanapie, krytykują poczynania innych osób, a jednocześnie ubolewają nad tym jakie ich życie jest straszne i niesprawiedliwe. Według mnie jesteśmy kowalami własnego losu. Nigdy też nie powinniśmy rezygnować z marzeń. A jeśli ktoś z otoczenia podcina nam skrzydła – co najwyżej możemy zakończyć znajomość, lecz się nie poddawać.

 

Przyznam szczerze, po książkę „Demon żądzy” Dominiki Szałomskiej sięgnęłam tylko i wyłącznie dlatego, że jest autorstwa mojej znajomej. Ona sama ostrzegała mnie, że to nie jest dobra pozycja. Czytałam też wiele negatywnych, wręcz prześmiewczych recenzji na jej temat. I to one mnie  upewniły w przekonaniu, chcę o tej książce napisać. Ale nie będzie to zwykła recenzja. Nie będę jechała po niej, tak jak inni to zrobili. Jest to słaba książka, tego ukryć się nie da. Jednak przy jej ocenie warto też zwrócić uwagę na coś kompletnie innego.

 

Wydawnictwa, do którego zgłosiła się Dominika nie trzeba raczej nikomu przedstawiać.  Zdaje sobie sprawę, że strzeliła sobie w tym miejscu niestety w kolano, jednak było już za późno. Myślę, że to zadaniem wydawnictwa jest decyzja, czy dana książka powinna ujrzeć światło dzienne. A jeśli tak, to co należy w niej poprawić. Precyzyjne korekty, poprawki czy forma wydania. To wszystko jest jak najbardziej istotne, aby czytelnik dobrze odebrał książkę. Czytałam naprawdę świetne książki tego wydawnictwa, ale szczerze mówiąc były to pojedyncze sztuki, bardziej wyjątki potwierdzające regułę, że wydawane są tam raczej „średniaki”.

 

Wiele osób marzy o napisaniu książki. Nie należy tych osób krytykować, a raczej im pomóc w spełnieniu swojego marzenia. Wydawnictwo widząc źle napisaną książkę nie powinno za żadne skarby jej wydawać, a raczej pokazać autorowi danej pozycji na co powinna zwrócić uwagę, co jest w niej nie tak. Nie muszą to być nie wiadomo jakie epopeje, ale chociażby krótkie wskazówki. Tak samo wszyscy ci krytykanci z internetu – zamiast mieszać Dominikę z błotem, może najpierw zapytaliby Dominiki jak to się stało, że wydała tak słabą książkę, a następnie napisali „Stało się, powinęła Ci się noga. Ale to pierwszy raz, następnym będzie lepiej. Jeśli chcesz to napiszę Ci co uważam, że jest złego w tej książce”. Wiem, że Dominika za sugestie i krytyczne uwagi „nie strzela fochów”, bo nie raz pytała mnie czy może wysłać mi tekst do oceny. Naprawdę warto też wiedzieć jak wygląda sytuacja od drugiej strony, chociażby dlaczego nie było odpowiedniej korekty książki. Ale lepiej komuś naubliżać niż dowiedzieć się prawdy, no nie?

 

Każdy z nas popełnia błędy. Uczymy się na nich. A Dominika jest jedną z nas. Ja nie zwracam uwagi na to, że wydała słabą książkę. Ja osobiście ją podziwiam, że pomimo wszelkich przeciwności losu nie poddaje się, szuka sposobu na życie. Spełnia marzenia, realizuje się. Wiele z krytykantów mogłoby wziąć przykładać z Dominiki, która żyje, a nie wegetuje. Pamiętajcie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A od tego czy jesteśmy dla kogoś uprzejmi wiele zależy. Czy nie lepiej zamiast krytykować to pomóc, aby świat był bardziej pozytywny i kolorowy dla wszystkich?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *